Poranek w Ha Giang

Jest 6 rano i za chwilę wyruszamy na trekking. Przewodnik proponuje zmianę planów – deszcz w górach to nartostrady z błota. Poczekamy jeszcze trochę i zdecydujemy. Oczywiście mamy także plan B 🙂 Ktoś rzucił pomysł, aby ruszyć konno, co cztery nogi to nie dwie. Niestety grzbiet konika sięga […]

W górach Hoang Su Phi

Leżę ze skręconą stopą w hamaku i dochodzę do wniosku, że boląca stopa to ofiara lingwistyki stosowanej. A wszystko zaczęło się od powitalnego masażu w Ecolodge w prowincji Ha Giang. Ten obszar graniczy z granicą Chin rozciągającą się przez 270 km i styka się z prowincją Yunnan. Wspólną […]

Moje wielkie wietnamskie wesele.

Odkryliśmy, że nasza przystań ma nazwę LaVieVuLinh, ładnie brzmi i czekamy, kto rozszyfruje nam tę nazwę. Francuski człon ponimajemy, kłopot sprawia nam część wietnamska. Jest wieczór. Zmierzch zapada nagle między 18- 18.30 godz. Korzystając z księżycowej poświaty, na wesele udaliśmy się łodzią. Adalbert z miłością wsłuchiwał się w […]

Weselny fotoreportaż.

Panna Młoda nie uczestniczy w weselu. Wraz z druhnami oczekuje kilka dni na zgodę Pana Młodego. A tymczaem Pan Młody nie traci czasu i zabija czas wódeczką. Honory gospodyni domu czyni teściowa , czyli mamusia Pana Młodego Bawią się wszyscy – od małego do dużego. Migawki z kuchni […]

W drodze na północny zachód.

Swit, późny świt, zastał nas w naszym hostelu. Śniadanie i w drogę. Napisałem śniadanie? Ucztę i hostel zdefiniowaliśmy zdjęciami poniżej. Oczywiście bystrzy obserwatorzy powiedzą, że może nie jest to typowy hostel i należałoby się z takim stwierdzeniem zgodzić. Po prostu hotelik był blisko lotniska…to jednak pierwsza i ostatnia […]

Bangkok – czyli 32 st na powitanie.

Jesteśmy w stolicy Tajlandii. A w zasadzie w okolicy stolicy, na lotnisku, oczekując na lot do Hanoi. O locie z Zurychu nie da się nic miłego powiedzieć oprócz tego, że szczęśliwie wylądowaliśmy. Leciwy samolot z tapicerką sprzed 15 lat, obsługa na poziomie konduktorów z PKP, jedzenie na poziomie […]

Lotnisko w Zurychu

Nigdy jeszcze nie wylatywałem z Europy przez Zurych. Może dlatego przetrzenie połączone szlachetnym kamieniem i drewnem robią wrażenie. Niesamowite wrażenie, jakby czegoś brakowało. Albo kogoś. Przejechaliśmy kolejką podziemną prowadzoną przez komputer do terminalu E. Głośniki w wagoniku nadały odgłosy łąki alpejskiej i jej starej bywalców czyli krówek Milki. […]

Warszawa

Mgły ustąpiły i ruszamy przez Zuerich. Nie jest to zbyt oblegany kierunek – samolot wypełniony w niecałej połowie. Nie dziwmy się – przy dzisiejszym kursie filiżanka kawy w Zuerichu kosztuje około 30 zł . Sprawdzimy to za godzinkę.

Indie raz jeszcze…

Właśnie otrzymałem zdjęcia z ceremoni pożegnania. Muszę stwierdzić, że bardzo serdeczna impreza. Brakowało tylko strzemiennego, ale na to w Indiach i tak nie ma co liczyć. Oprócz tego serdecznie jak w Polsce. Jakieś trzy dziesięciolecia temu, gdzie gość w dom, Bóg w dom, coś jeszcze oznaczało.

I to w zasadzie wszystko

Ominąłem w tych zapiskach ostatnie dni spędzone w biurze, gdyż praca tutaj, mimo odmiennego charakteru otoczenia, jest bardzo wyczerpująca. Uzgodniliśmy plany, strategie, wizje i z poczuciem dobrze wykonanej roboty, możemy wracać do domu.