Stellenbosch

Stellenbosch to dwa skojarzenia – Harvard dla Afryki, bo to miasto uniwersyteckie, 1/4 mieszkańców to studenci oraz centrum przemysłu winiarskiego. Mogę sobie spokojnie wyobrazić, że w jakimś sensie te dwa skojarzenia żyją w symbiozie a nawet w świetnej czasami komitywie.

16B60247-AB06-4F79-A903-D4BEE7C041CB.jpeg

Ale wszystko po kolei. Cierpliwości. Rano, w zasadzie raniutko, podjechaliśmy do zaprzyjaźnionej farmy zobaczyć, jak rosną nasze wełniane merynoskie sweterki. Otóż melduję, że wszystko w najlepszym porządku. Pięknie się rozmnażają i zdrowo rosną.

Farma prowadzi także szeroko zakrojony projekt opieki nad żółwiami miniaturowymi, wybaczcie, jeśli nie nazwę ich dokładnie. Są rzeczywiście miniaturowe, a w porównaniu z tymi z Zanzibaru, to w zasadzie mróweczka o średnicy 10 cm.

Po drugiej stronie farmy spokojnie wypasają się krówki i byczki w cenie 10 tys USD za sztukę, które po przejściu pewnego łańcucha logistycznego i trafiając na stoły restauracji w Afryce i Europy potrafią uzyskać 400% marży. Niestety od pewnego momentu wspomnianego łańcucha, ich świadomość własnej wartości jest juz , ze tak powiem, wyłączona…

Aby taką marzę wyhodować trzeba mieć przestrzeń, tak jak w tym przypadku około 7 tys hektarów i nieco czasu, bo rodzina Parkerów pracowała nad tym efektem od 1937 roku …

Ok, zapatrzeni jednym okiem w nasza dzisiejszą kolację, drugim błądzimy już po mapie chcąc dojechać do Stellenbosch. Wyprawa zabrała nam zaledwie 50 minut, ale znaleźliśmy się w kolejnym nowym świecie oferowanym przez Western Cape.

100 tysięcy mieszkańców żyje w cieniu wielkiego Kapsztadu mając codziennie wybór między bycia wielkomiejskim urbi lub country side leniwcem. Stellenbosch oferuje obie opcje.

Mały lunch, a potem powrót na naszą farmę na pożegnanie z Afryką (na krótki czas) bo jutro wyjeżdżamy, o czym SMS z Lufthansy bezlitośnie nam przypomniał. Przypomniał, że wszystko ma niestety swój koniec. A może koniec to kolejny początek ? Zobaczymy wkrótce, dokąd nas nogi czy skrzydła poniosą …

Dodaj komentarz

O nasAbout us

Jesteśmy rodzinną redakcją. Nasi redaktorzy mieszkają i pracują w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA. Łączy nas uważne patrzenie na świat w czasach, gdy zmienia się on szybciej niż zdążamy go opisać. Obserwujemy. Wymieniamy się wiedzą. Piszemy bez agendy i bez reklam bo ten blog nigdy nie był o zarabianiu. Jest o rozumieniu.We are a family editorial team. Our editors live and work in Poland, the United Kingdom and the USA. What connects us is paying close attention to the world at a time when it changes faster than we can describe it. We observe. We share what we know. We write with no agenda and no ads, because this blog was never about making money. It is about understanding.

Oglądaj nasz kanał na YouTubeWatch our YouTube channel
Redakcja Mefromeurope / The Mefromeurope editorial team
Śledź nas na InstagramieFollow us on Instagram Śledź nas na XFollow us on X

SzukajSearch

Uchwycone w drodzeCaptured on the road

Odkryj więcej z Mefromeurope

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej