Już kilkaset metrów za granicą z Rosją, kontrabanda wypakowywana jest spod tapicerki.
Butelczyna czerwonego.
Spacer pięknymi uliczkami frustrował nas coraz bardziej. Odkrywaliśmy fasady budynków, za którymi były tylko ruiny. Więcej nawet, znaleźliśmy piękny dom z wyremontowaną elewacją, aby tuż za nią zobaczyć skarpę i przepaść. Po prostu puste miejsce niezbyt dobrze komponowałoby się i stwierdzono, że tu przyda się ładna elewacja. Rodzaj […]
Sighnaghi – Miasto Zakochanych
Kondycja Gruzinów w dziedzinie zakochania nie wygląda dobrze. Jesteśmy w mieście, w którym mają szczególnie chętnie spotykać się zakochani i takie też napisy towarzyszyły nam od kilku dobrych kilometrów. Wszędzie jednak widzimy tylko grupki mężczyzn wykłócających się, by za chwilę kończyć gwałtowną dyskusję tubalnym śmiechem poklepując się po […]
Gruzini wszystko nazywają po imieniu.
W gościnie u gospodarzy
Zaczęło się niewinnie. Po występie młodych spadkobierców lokalnego folkloru, gospodyni zaprowadziła nas na kwaterę. Adalbertowi i mi przypadł apartament z dwoma osobnymi łóżkami. Jak się dowiedzieliśmy, wszystie meble zostały wyprodukowane przez rodzinę lub sąsiadów. Obowiązują specjalności – cieśla od stołów i krzeseł nie produkuje łóżek i szaf. O […]
Narodowy Park Borjomi
Podróż zaczynała przypominać przejazd przez Nową Zelandię. Powulkaniczne pejzaże, przeplatane malowniczymi i masowym wypasem bydła, coraz mocniej odpychały medialny obraz Gruzji zbudowany z wysokim gór, wysokiego prezydenta i wybornego wina. Już po kilku dniach można się przekonać, że trudno operować jakimikolwiek stereotypami. Naszym celem były okolice Borjomi, położone […]
..a siódmego dnia Pan Bóg stworzył Gruzję..
Ruszyliśmy jak zwykle poźnym świtem (około 10 rano). Powoli zostawialiśmy Tbilisi, aby cieszyć się widokiem tego pięknego miasta, które pięknie położone w dolinie powinno cieszyć oko. Do czasu jednak – gdyż w pewnym momencie ukazał nam się koszmar obrzydliwych bloków. „> Wspominam to tylko dlatego, aby przypomnieć, jak […]
Wieczór w Tbilisi
Na herbatce w uzbeckiej knajpce
Cud architektury sowieckiej
Przy bliższym poznaniu, cud okazał się punktem widokowym…
Impreza
A w środku cudu z ZSRR impreza na całego. Miejscowi panowie tak na nas spojrzeli, że nagle nam się przypomniało, że musimy już jechać.
Z powrotem na południe.
Naszą uwagę przykuł pewien element krajobrazu, który nie mógł wyjść spod ręki normalnego człowieka…
Widok z okna
Nasze 5033 m mogliśmy wczesnym rankiem podziwiać z okna.
Gruzja – raj ornitologów.
Wprawne oko dostrzeże sępa .
Przydrożna galeria
Nie można było nie odwiedzić tej przydrożnej galerii – gruzińska piękność zalotnie kołysała się na wietrze. Mamy nadzieję, że nigdy nie spotkamy tej modelki. Adalbert przypuszcza, że to manifestacja artystycznej traumy zalkoholizowanego artysty. Na trzeźwo nikt by tak nie wydziergał…
Z wizytą u Wasyla
Polofobia Wasyla była wszędzie widoczna. Ośmioosobowa sala będzie na nas czekać do kolejnej wizyty. Wasyl nam nie odpuści.
Zakupy w lokalnym dyskoncie
Zakupy były ważne, ale najważniejsze, aby kupić tylko w sklepie żony Wasyla
Nabożeństwo na 2300 m.
Wasilew Schuhmacher – król bezdroży i ambasador Polski
Wasyl, z wyglądu sześdziesięciolatek, z temperamentu dziewiętnastolatek dopadł nas na parkingu. Najpierw chciał kupić naszego Mitsubishi od razu proponując, że zawiezie nas za free z powrotem do Tbilisi. Gdy zrozumiał, że ta opcja nie jest preferowana, uparł się, aby nas przekonać, że wejście piechotą do monastyru Tsminda Sameba […]














































