Specjalnością mojego hoteliku jest śniadanie – pięknie podane, pod wino winoroślami, które mimo swoich 100 lat, nadal rodzą owoce. Podobno. Budynek hotelu pochodzi z XVIII w , więc historia winorośli nie jest wcale taka nieprawdopodobna. W Południowej Afryce zawsze zaskakuje wielość języków, tak że wielojęzyczna obsługa nie jest szczególnym wyjątkiem. Zawsze jednak z wielką zazdrością wsłuchuję się w brzmienie języków, których nazwy skwapliwie spisuję. Lokalne języki – wstyd człowiekowi, słysząc kelnerkę przyznającą się do 6 języków i to co wczoraj wydawało się jakimś powodem do zadowolenia, w moich przypadku 3 języki obce, nagle staje się jakimś punktem wyjścia do dalszego studiowania.
Szybko więc w drogę – na północ drogą R-27 w kierunku West Coast National Park. Zanim tam dojechaliśmy trafiliśmy na niedzielny bazar wszystkiego dla wszystkich.
Nic nie kupiliśmy, ale stoisko z pamiątkami z III Rzeszy zrobiło wrażenie. Nic tak dobrze się nie sprzedaje, jak historia szaleństwa. Po kolejnych kilometrach na północ, znów skręciliśmy w stronę Atlantyku. Myślę, że tych kilka zdjęć wystarczająco wytłumaczy, dlaczego nie jesteśmy konsekwentni w naszej wytyczonej marszrucie.

Jak widzicie, niewiele jest miejsc w tym pięknym mieście, które nie mają widocznego związku z Table Mountain. W końcu jednak dojechaliśmy. Wjazd do Parku po 60 randów na głowę, mapka do ręki i jazda do przodu, oby tylko wyjechać z Parku do 19.00 , bramy zostaną zamknięte i szansa na wyjazd po godz 9.00 …….następnego dnia. Gdybyśmy byli lokalsami, zapłacili yśmy po 40 randów. Tu jest jasne, kto jest u siebie, a kto gościem 👀
Park pozwolił na naładowanie akumulatorów. Piękne błękitne laguny zapraszały nie tylko swoim widokiem, czy wspominałem, że na pięknych plażach Kapszatdu woda ma temperaturę mroźni magazynu Tesco? Ludzie, owszem, gdzie niegdize byli widoczni, ale rozmiar Parku wielkości połowy Kampinosu, nie zmusza do wchodzenia sobie w drogę.
Lunch, późny lunch dał się zorganizować w starej burskiej knajpie, a potem w drogę do Kapsztadu. Czeka nas wieczorem wielki powitalny dinner. Może uda się coś napisać czy sfotografować, o tym przy kolejnej okazji.
Kategorie: Travel


































































