Nigdy jeszcze nie wylatywałem z Europy przez Zurych. Może dlatego przetrzenie połączone szlachetnym kamieniem i drewnem robią wrażenie. Niesamowite wrażenie, jakby czegoś brakowało. Albo kogoś. Przejechaliśmy kolejką podziemną prowadzoną przez komputer do terminalu E. Głośniki w wagoniku nadały odgłosy łąki alpejskiej i jej starej bywalców czyli krówek Milki. I nadal to niesamowite wrażenie. Nie spotkaliśmy żadnych ludzi ! Technika działa sama. Pierwszymi „human” byli pogranicznicy z seksownymi czerwonymi pagonami. Wyglądały tak, jakby zerwali koleżankom z pracy podwiązki i przyczepili do naramienników. Niestety nie pozwolili się obfotografować, więc musicie wierzyć na słowo. Czekamy na kolejny lot. Do Bangkoku a potem przesiadka do Hanoi. A potem trzeba znaleźć jakiś hostel i odespać noc. Zobaczymy, co czas przyniesie…
Kategorie: Wietnam


















































