Ruszyliśmy jak zwykle poźnym świtem (około 10 rano). Powoli zostawialiśmy Tbilisi, aby cieszyć się widokiem tego pięknego miasta, które pięknie położone w dolinie powinno cieszyć oko. Do czasu jednak – gdyż w pewnym momencie ukazał nam się koszmar obrzydliwych bloków.
„>
Wspominam to tylko dlatego, aby przypomnieć, jak świetlana myśl człowieka urodzonego 76 km od Tbilisi potrafiła zjednoczyć architektów z całego demoludu. Na szczęście po dyktatorze została tylko salonka do zwiedzania.
Oczywiście musi być także pomnik. Cokół jest wyczyszczony z jakichkolwiek napisów. Nie wydaliśmy w Gori złamanego grosza na wejście do muzeum Stalina. Z przyczyn politycznych i patriotycznych.
Nadal jesteśmy jeszcze w Tbilisi, wyjeżdżamy z miasta malowniczymi wirażami i ciągle pniemy się w górę. Nawiasem mówiąc, góra ma tu swoich stałych władców, gdyż niebem w Gruzji władają ptaki.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy klimat i pejzaż zmnieniają się z górzystego w rozległe doliny. W większości są zagospodarowane przez Azerów i Ormian, którzy w części osiedleni tu na stałe, a wczęści migrujący sezonowo wypasają stada bydła.
<a
Mijamy stale pustoszejące wioski. Gruzini wędrują do miast, wyjeżdżają z kraju. Przejeżdżaliśmy przez miejscowości, w którch prawdopodobnie 80% to opustoszałe domostwa. Ci, którzy pozostali, starają się utrzymać kontakt z cywilizacją za wszelką cenę. Często widzimy także takie obrazki.
Przybysz z daleka, niełatwo jednak będzie chciał dostrzec smutniejsze aspekty codziennego życia, gdyż przytłacza go ogrom i piękno tego świata. Wydaje się, że Pan Bóg postanowił darować Gruzinom wszystko, co miał najlepsze.
Kategorie: Gruzja



























































