Po dniach lekkiego rozruchu w warunkach hotelowo-pensjonatowych planowaliśmy kilka dni pod namiotem. To zawsze jest ciekawe doświadczenie, ale w warunkach afrykańskich nabiera szczególnego zabarwienia. Pamiętam mój pierwszy pobyt pod namiotem w Kenii w 1997r, gdy ktoś/coś w nocy uderzał w namiot. Ela, która była pewna, że to jakiś sąsiad z sąsiedniego namiotu stara się w pijackim widzie trafić do siebie, walnęła go latarką przez scianę namiotu. Okazało się, że pomogło i …..jak się rano okazało, hipopotam wrócił do rzeki. Czasami niewiedza pomaga 😃 Dzisiaj, po tylu latach doświadczeń, raczej zaczęlibyśmy odmawiać zdrowaśki.
Wróćmy do szczególnego zabarwienia pobytu w namiocie, gdy wokoło natura i dźwięki inne, niż wycie syren policyjnych i odgłosów przejeżdżającego tramwaju. Pogoda zaczęła się załamywać i obszar niebieskiego nieba zmniejszał się z minuty na minutę, aby w końcu stać się światełkiem w tunelu czarnych, deszczowych chmur.
Pobyty w namiotach dozwolone i w miarę bezpieczne są w parkach, rezerwatach czy farmach. Wiele z nich ma wielkości większych powiatów i wymagają ochrony, świetnej komunikacji i wyszkolonych przewodników/rangerów. Wjechaliśmy więc do jednego z takich parków, formalności załatwiliśmy jeszcze z Polski i proszę – wszyscy wiedzieli, że będziemy, czekał na nas powitalny drink i …załamanie pogody.
W ciągu kilkudziesięciu minut z upalnego słońca pozostaly wspomnienia, a wzmagający się wiatr i deszcz zaczął przypominać listopad w Warszawie. Zanim dojechaliśmy do naszcyh namiotów, zostały zmyte przez osuwające się zbocza gór i musieliśmy zawrócić do tzw. welcome lounge. Z 6 osób zostało nas już tylko czworo, gdyż para Niemców, widząc ołowiane chmury, natychmiast się wycofała z campu. A to był dopiero początek deszczu, z tym, że wtedy nikt jeszcze tego nie wiedział, no może oprócz Niemców…
Zalało wszystkie szlaki i utknęliśmy na dobre. Żadnych szans na przemieszczanie się nawet wzmocnionymi land roverami, a co dopiero naszą quasi terenówką. Została nas czwórka wytrwałych i dwóch rangerów.
Jedynym sposobem na czerpanie radości z bycia w tak niespodziewanie odmiennych warunkach, bo nareszcie jest jakaś nieplanowana przygoda, to maszerowanie z naszymi rangerami przez rozległe tereny parku. Standardowe przemieszczanie polega na przejeżdżaniu tras wielkimi terenówkami, jaka więc radość, gdy nareszcie mogliśmy postawić stopę na afrykańskiej ziemi. Konieczne było ustawienie kolumny marszowej, rangerzy ze sztucerami i nic, tylko marsz, przed siebie !
Z czasem deszcz przestał być na tyle dokuczliwy, że mogliśmy się udać do bazy po prowiant na następne dni.
A przy okazji poznaliśmy i innych zainteresowanych ewentualną kolacją …
Teraz jest niedziela rano. Musimy ruszać w dalszą podróż, niestety nasz samochód jest całkowicie odcięty od reszty parku przez rzekę, która jeszcze parę dni temu była strumieniem. Dyskusja, jak wyjechać trwa. CDN – chyba 🙏
Kategorie: South Africa, Travel























































