Z pewnością wielu z Was widziało film. Niestety nie udało mi się obejrzeć go w kinie, przeleciał jak meteoryt, ale znałem już wcześniej muzykę. A muzykę podsunęła mi Ela, która pracuje w centrum dobrych fluidów i wydarzeń wszelkich i zawsze wie, co jest dobre i lepsze. A ja jestem pasożytem na tym zdrowym firmowym organiźmie, sięgając ( jak w tym przypadku) po sprawdzone krążki. Rzeczywiście, muzyka Rodrigueza i jego wokal, jak wyśpiewywana skarga na życie, przez wiele tygodni nie schodził z mojej osobistej listy muzyki ważnej. Udało mi się nawet kupić film w Berlinie ( nie wiedziałem jeszcze, że DVD będzie dostępne także w Polsce) i historia Rodrigueza, jego prawda wyrzeźbiona na twarzy i w wersach tekstów, połączenie z ruchami wolnościowymi w RPA w latach 80 tych i wręcz nieprawdopodobny upór i zbieg szczęśliwych okoliczności, który doprowadził do odnalezienia Rodrigeueza gdzieś na przedmieściach Detroit, to buduje nowe pokłady energii i witalności życiowej i mam wrażenie , że nie tylko mojej.
Odwiedzenie sklepku w Kapsztadzie, gdzie rozpoczęło się wielkie poszukiwanie Rodrigueza , musiało stać się punktem mojej „jazdy obowiązkowej”. Można byłoby się spodziewać, że sukces muzyki i filmu, może zmienić życie właścicieli sklepiku. Nic tego, na około 80 mkw panują stare winyle, z wcale nie najlepszych głośników sączy się recital Elvisa i czas stanął tu w miejscu gdzieś w połowie lat 60-tych. Faceci za ladą znają całą muzykę pop od lat 50- tych, nadal interesują się każdym klientem i jego gustami. Zapewniają, że nic w ich życiu się nie zmieniło. To co uderzało, szukałem długo tego słowa, to autentyczność. Zresztą popatrzcie sami. A i jeszcze jedno – kupiłem dwa krążki, podobno niedostępne w Europie 😃
Kategorie: South Africa, Travel





















































