Poruszamy się wzdłuż północnej granicy Wietnamu z Chinami. Informuję o tym, gdyż wydaje nam się, że to naprawdę koniec świata. Koniec świata z dostępem Wi-Fi. Podoba mi się to. Różnica między dolinami z 32 st C a szczytami , jak tu, to 30 stopni. Ale i na to jesteśmy przygotowani. Po ośmiu godzinach jazdy jesteśmy nieco poturbowani ze szczególnym uwzględnieniem żołądków. Drogi naprawdę są straszne, a nie jestem zbyt wybredny, jeśli chodzi o ich jakość, po doświadczeniach w Indiach, Kambodży i Gruzji ( pozdrawiamy Marcina Zarembe, ktory właśnie przysłał nam zdjęcia z przełęczy Juty do Roskhi) Jego strona jest linkowana po prawej stronie naszego page’u . Internet na szczęście jest nawet tu – w naszym schronisku podobnym do tego z Doliny Chochołowskiej albo z Polanki Ornaczańskiej w Kościeliskiej. I jeszcze jedno – odprawiliśmy naszego kierowcę – wrócimy do Hanoi nocnym pocjągiem.
Nasi wietnamscy przyjaciele dostrzegli w paszporcie,że w marcu miałem okrągłe urodziny. I od razu na stole pojawia się buteleczka przedniego Canernet Sauvignon – urodziny ma się cały rok. Podoba nam się tu – klimatycznie i tajemniczo. I wszędzie daleko – najbliżej do nieba. Góry są piękne.

















































