Od rana czekaliśmy na naszych przewodników – opiekunów. Najpierw myśleliśmy, że przyjadą skuterkiem i łatwo będzie ich zidentyfikować, ale rzut oka na parking, pozbawił nas złudzeń.

Na szczęście dla nas okazało się, że nasi przewodnicy przyjechali, a w zasadzie przyjechały, większym furgonem. Dosyć nadmiarowo tu reprezentowana instytucja przyjmująca, wysłała na zwiedzanie miasta nasze dotychczasowe stażystki w Polsce. Mogły się wreszcie zrewanżować Marcinowi, własną odmianą Kolumny Zygmunta czy pomnikiem Chopina w Łazienkach.

I tak zaczął się dzień. Być może nie wspomniałem, że nasze przewodniczki zawodowo trudnią się projektowaniem sklepów i od nich właśnie zaczęliśmy. Po kilku godzinach okazało się, że zarówno kontynuacja zwiedzania, jak i jego zakończenie też przybrało formę zwiedzania sklepów. Mówiąc poważniej, zebraliśmy kilka cennych obserwacji i na pewno je wykorzystamy w kraju.
W większości nie byliśmy w stanie przyporządkować produktu do opisu.
Czas pomiędzy zwiedzaniem spędziliśmy w niekończących się zatorach, zwężeniach, wpychaniu się na szóstego i dziesiątego, łomocie i pisku ulic w godzinach szczytu.

A na koniec przesłanie Mahatmy Gandhi, którego cytat znaleźliśmy w stołówce Star Bazar, wiodącej sieci handlowej w Indiach.

Gandhi wiedział to wszystko zanim Kotlerzy, Druckerzy i inni marketingowcy zaczęli się doktoryzować. To przesłanie wraz z innymi miękkimi hasłami otaczającymi odpoczywających pracowników sprawia, że równowaga pomiędzy tym, co się mówi, a tym comsię robi jest zachowana. Widać to w sposobie, w jakim koledzy z pracy zwracają się do siebie, do klientów i do takich dziwaków, jak Marcin i ja zachwycających się funkcjonalnością i trwałością krzeseł w stołówce. Wszyscy cierpliwie i z sympatią przyglądali się, jak je obfotografowywaliśmy…
Kategorie: India Travel


















































