Argentina Travel

Ushuaia

Mało brakowało, abyśmy tu nie dolecieli. I nie chodzi mi o długą chwilę zadumy, która mnie dopadła tankując diesla za 2,88 zł. Dojechaliśmy szczęśliwie na lotnisko, oddaliśmy Sebastianowi auto i stanęliśmy w długiej kolejce do odprawy. Niespodziewanie, kolejka posuwała się w szybkim tempie i już po kilku minutach byliśmy odprawieni. Potem tylko kontrola bezpieczeństwa, powiedzmy, ze tylko z nazwy przypominająca standardy europejskie. I kolejny krok do do samopoznania. Emocje, które mną zaczęły trząść, widząc luz ochroniarzy, zidentyfikowałem, jako te same, które mną rzucają, gdy w Europie ochroniarze przesadzają. ( szczególnie na lotnisku w Gdańsku).

Siedzimy sobie zatem w hali odlotów. Wokół nas remont, nic nie działa, ani głośniki ani tablice informacyjne. Nasz hiszpański nadal nie działa, mimo że bardzo się wsłuchujemy w pokrzykiwania obsługi. W końcu na płycie został jeden tylko samolot, a dziewczyna z gate’u z uporem wywoływała pasażerów do Rio. Ale my przecież w przeciwnym kierunku – na południe, do Ushuaia. Jest jednak w człowieku pewien rodzaj niepokoju, który czasami ratuje życie, a w naszym przypadku cały dzień. Podszedłem do nadal nawołującej pani i moim pięknym hiszpańskim zapytałem ” Ushuaia ? ” Na to ona ” Yes, yes, go to the plane now! ” Pierwsze, co pomyślałem to, dlaczego ona myśli, że nie jestem Patagończykiem, choćby ze względu na wzrost ! Szybko jednak przebiła się myśl druga. Po prostu lokalni na Ushuaia mówią w skrócie Buenos. Nic mnie nie powinno już dziwić.

Ważne, że to właściwy samolot. Wsiadamy i lecimy. Tym razem nie ma żadnych osobliwych modeli- mamy do wyboru, wycieczkę emerytów z Holandii, dosyć głośni i rubaszni, albo wycieczkę z Chin, jeszcze głośniejsi i nie wiem tylko, czy bardziej rubaszni.

Lotnisko, do którego się zbliżaliśmy, miał nalot zbliżony do warunków w Szczytnie. Bardzo wąski krąg z jednoczesnym obniżaniem wysokości i lądowanie na skrawku gruntu wyrwanym kanałowi Beagle. Nie znamy się zbyt na lotnictwie, ale nie był to łatwy manewr, dla kogoś przyzwyczajonego do długich i spokojnych nalotów od strony Piaseczna.

Wylądowaliśmy szczęślwie, ale to nie koniec naszych przygód. Z samolotu zaczęli wysiadać tylko Chińczycy. W związku z tym stwierdziliśmy, że to pewnie jest międzylądowanie i do Ushuaia jeszcze będzie kawałek. I tak byśmy myśleli do teraz, gdyby nie okazało się, że nasze miejsca są już sprzedane na lot do Buenos i trzeba wysiąść tutaj. Pani stewardesa trzy razy przysięgała, że to Ushuaia, więc w końcu wysiedliśmy. Tak ciężko było nam zrozumieć, że samolot najpierw poleci na południe a potem dopiero na północ. Jednak tkwimy w objęciach schematów i stereotypów.

Na lotnisku czekał na nas kierowca, wsadził nas do poobijanego Land Rovera i ruszyliśmy do hotelu. Jechaliśmy prez miasto, a tu nazwy hoteli i pensjonatów jak z najlepszych książek przygodowych – „Kondor” , ” Antarktyda” , „Kap Hoorn”. Miasteczko liczy około 65 tys mieszkańców i większość z nich to potomkowie więźniów, którzy osadzani tu zostali przez kolejne rządy Argentyny aż do roku 1947. Argentyńczycy sklonowali brytyjski pomysł z Australią, dodali jednak element carski związany z syberyjską temperaturą. Pewnie więźniowie budujący Australię, gdyby znali argentyńską opcję, chwaliliby swoje sądy za takie wyroki w pięknych tropikach.

Miasto jeszcze na początku XX w było zapadłą bazą argentyńskiej marynarki wojennej i biznes więzienny przez ponad 50 lat zbudował podwaliny miasta. Dzisiaj więzienie można zwiedzać i przy okazji oglądać wystawy o wyprawach na biegun. Spędziliśmy w więzieniu – muzeum trochę czasu i z radością wróciliśmy na miejskie ulice.

Nasz hotel okazał się pięknym budynkiem z drewna wspaniale wkomponowanym w linię brzegu kanału Beagl. I oczywiście ma piękną i intrygującą nazwę – Los Cauquenes.

Jutro kolejny dzień – zaczynamy wcześnie rano, jedziemy do Parku Narodowego Ziemia Ognista na całodniowy trekking. A wieczorem urodzinowa impreza na końcu świata. Tak sobie to obiecałem jakiś czas temu – a dokładnie – 25 lat temu. A obietnic należy dotrzymywać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s