
22 marca był jeszcze normalnym dniem. Wstałem rano o 5.00, odwiozłem Kubę na trening, pojechałem do pracy. Oczywiście miejsce pracy, atmosfera i okoliczności od lat towarzyszące mojej działalności zawodowej są klimatyczne i trudno jakikolwiek dzień nazwać normalnym. Raczej normalnie niezwykłym -uff, myślę, że jakoś wybrną łem z podejrzeń o normalną pracę. Niezwykłe jest jednak to, że już od godz 19.15 lotem do Frankfurtu, a potem przez Atlantyk, od tej niezwykłej normalności zaczęliśmy się oddalać. Zaczęliśmy się zbliżać do czegoś, co jeszcze nie ma w naszych głowach definicji i może wrócę do tego tematu pod koniec naszej podróży.

























































Zostaw odpowiedź