31.12.2011. Sylwester w Parku Ranthambore

Terenowe Maruti miało jeszcze pół godziny drogi powrotnej do bazy, gdy popołudniowe niebo zaczęło z siebie wydawać barytonowe pomruki. Kierowca z przewodnikiem zaniepokojeni spojrzeli na siebie.

” Co się dzieje? ” – zapytałem – ” Sir, nie słyszeliśmy tego dźwięku od kilkunastu miesięcy” – odparł przewodnik o oczach i włosach czarnych jak węgiel. ” To dobry znak, będziemy mogli napełnić zbiorniki z wodą na następne miesiące”

Po kilkunastu minutach z nieba zaczęły spadać ciężkie jak małe ołowiane wydmuszki krople deszczu, a po pół godzinie takich wstępnych ostrzeżeń, dżunglę otulał już niekończący się dywan utkany z ciężkich kropli deszczu.

Deszcz oglądaliśmy już schronieni w naszej bazie, do której trafiliśmy już wczesnym przedpołudniem po trzygodzinnym rajdzie z wczorajszego fortu.  Cały czas  staram się znaleźć w polszczyźnie określenie opisujące warunki i zwyczaje drogowe, które zawierałoby w sobie zjawisko pomiędzy jazdą ekstremalną a jednocześnie ślepą wiarą, że przeżyjemy. Dzisiaj najbardziej podoba mi się nazwanie tego fenomenu rajdem.

Mieszkamy tu w willach porozrzucanych na skraju Parku. Dzieciaki mają widok na busz a i my mamynwidok na busz. Gospodarze przekonani jednak są, że nasz busz jest piękniejszy i bardzo zabiegali, abyśmy wzięli tę willę, a nie tę  przewidzianą dla dzieci. Zapewne wiedzą lepiej i przyjęliśmy ich rekomendację.

Wieczorem usiedliśmy przy ognisku. W cieniu ognia przysiadł lokalny muzyk i świat usłyszał smutną melodię o tęsknocie za minionymi czasami. A może była to pochwała miłości? A może tylko uwertura, gdyż po chwili dołączyli inni muzycy. Niezwykłe instrumentyn i niezwykłe nuty. Dwa flety proste połączone jednym ustnikiem zrobione z twardego, czarnego drewna. Skrzynka leżąca na ziemi i działająca jak akordeon, w którym piszczałki napędzane są miechem poruszanym przez muzyka. I solista – drummler z kastanietami, nabijający rytm. Dodajmy do tego polifonię głosów o barwie czystej jak kryształ. I w takim nastroju weszliśmy w sylwestrową zabawę.

Rok 2012 już widać za miedzą. A jutro znów do Parku – niektórzy z Was zechcą docenić naszą determinację. 1 stycznia 2012 wstajemy o 6 rano. Czy zobaczymy tygrysa?

Zostaw odpowiedź

O nas

Jesteśmy rodzinną redakcją. Nasi redaktorzy mieszkają i pracują w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA. Łączy nas uważne patrzenie na świat w czasach, gdy zmienia się on szybciej niż zdążamy go opisać. Obserwujemy. Wymieniamy się wiedzą. Piszemy bez agendy i bez reklam bo ten blog nigdy nie był o zarabianiu. Jest o rozumieniu.

Oglądaj nasz kanał na YouTube
1e561798-fbce-4e67-b403-b363891c53e8
Śledź nas na Instagramie

Szukaj

Najnowsze wpisy

Uchwycone w drodze

Odkryj więcej z Mefromeurope

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej