Amerykańskie „How are you?” znam od dawna i zdążyłem się już przyzwyczaić. Wiem, że nie jest to pytanie o zdrowie, rodzinę, pracę, kredyt hipoteczny ani aktualny poziom satysfakcji z życia. Wiem też, że prawidłowa odpowiedź brzmi mniej więcej „Great, how are you?”, niezależnie od tego, czy właśnie wygrałeś na loterii, czy spłonął ci dom. A…

Mystic na pożegnanie Są takie dni w podróży, kiedy Google Maps pokazuje niewinną liczbę kilometrów, a rzeczywistość odpowiada: „No dobrze, ale przecież jest Labor Day Weekend”. Wczorajszy plan był pozornie prosty: Mystic, Newport, New Bedford, Harwich Port na Cape Cod. Na mapie żadna wyprawa transkontynentalna. W praktyce do równania należało dodać Amerykanów korzystających z długiego…

Ze względów rodzinnych bywamy w Stanach właściwie co roku. A skoro człowiek już przeleciał Atlantyk, szkoda siedzieć ciągle w tych samych miejscach. USA są ogromne, różnorodne i ciągle potrafią zaskoczyć, dlatego każdy pobyt próbujemy połączyć z odkrywaniem kolejnego kawałka kraju. Tym razem padło na New England. Zaczęliśmy z LOT. Robimy to niezwykle rzadko, głównie ze…

Loteria paszportowa Paszport leży dziś w szufladzie i trochę nam zawadza. Wyrabiamy go z rozpędu, bo może kiedyś się przyda na wakacje w Albanii albo przy jakiejś dalekiej podróży. Zwykły dokument, numer, zdjęcie, opłata, odbiór. Nic szczególnego. Dzieci traktują go jak coś oczywistego, jak kartę do biblioteki albo legitymację na siłownię. Tymczasem dla poprzedniego pokolenia…

Wyjeżdżamy z Nowego Orleanu o świcie, a powietrze stoi w miejscu jak ściana. Termometr od razu pokazuje ponad 35 stopni Celsjusza, pot spływa po plecach, zanim zdążymy zamknąć drzwi auta. Jedziemy wzdłuż Zatoki Meksykańskiej, którą w telewizji coraz częściej nazywają Zatoką Amerykańską, lekko i z uśmiechem powtarzają pomysł Donalda Trumpa. Wjeżdżamy do Alabamy, asfalt drży…
Nowy Orlean zaczyna się już na lotnisku. Jest w powietrzu coś lepkiego i ciężkiego, jakby miasto oddychało razem z tobą, powoli i z lubością. Zamówiliśmy taksówkę do willi w Garden District i już pierwsza przejażdżka powiedziała nam wszystko. Szerokie aleje obsadzone dębami, balkony z kutego żelaza, domy pomalowane na kolory, których nie ma w żadnej…

Dallas, Texas – 8 września 2025 Dallas – prawdziwa Ameryka Do Dallas przylecieliśmy nie po to, żeby odhaczyć kolejne miejsce na mapie, ale żeby spotkać się z ludźmi, którym zawdzięczamy więcej, niż kiedykolwiek będziemy w stanie oddać. Ten wyjazd był mniej podróżą turystyczną, a bardziej powrotem do przyjaciół, którzy pojawili się w naszym życiu dokładnie…
Republika Południowej Afryki zaczyna się dla mnie od światła. Jest ostrzejsze niż to, do którego przywykłem w Europie, jakby ktoś zwiększył kontrast całego świata. W Kapsztadzie poranek spływał po zboczach Góry Stołowej jak srebrny pył, morze iskrzyło się obietnicą, a powietrze było tak przejrzyste, że odległość przestawała być wiarygodna. Wszystko wydawało się bliżej: góry, ocean,…

10 stycznia 2025 – Cartagena: miasto kolorów i pirackich historii Po ponad godzinnym locie z Bogoty wylądowaliśmy na południowym wybrzeżu Morza Karaibskiego, w Cartagenie. Wyjście z samolotu było już bardzo miłym doświadczeniem. Uderzenie gorąca, wilgoci i morskiej bryzy w jednej chwili zmieniło nas w rozleniwionych lokalsów. Lotnisko nie ma ani „rękawów”, ani autobusów: prosto z…

Kolumbia zaczyna się od powietrza. Ciężkiego. Gęstego jak historia, o której nikt nie chce mówić, a która wciąż oddycha pod skórą ulic. Bogota budzi mnie klaksonem. Nie ma delikatności. Jest nagły zryw. Autobus, który nie czeka. Sprzedawca, który nie ma czasu na uprzejmości, ale ma czas na żart. Chodnik jest poszarpany. But zahacza o wystający…

„ W Ameryce Południowej wszyscy kiedyś byli Kolumbijczykami. Niestety naszą tożsamość wiatry historii rozwiały na Boliwię, Wenezuelę czy Chile, ale nadal jesteśmy jedną wielką rodziną. Wystarczyłby nowy Simon Bolivar i zjednoczenie gotowe” – takim oświadczeniem Rafael , nasz przewodnik w Bogocie , ustawił nam historyczny azymut. Kolumbijczycy to bezpośrednia kontynuacja wszystkich kodów DNA sprzed panowania…

Wylądowaliśmy w Medellín — nie, nie jako bohaterowie serialu „Narcos”, chociaż przyznamy, że przy nazwie tego miasta automatycznie w głowie wybrzmiewa intro z Netflixa. Po prostu kolejny etap naszej kolumbijskiej eskapady! Przylecieliśmy tu z Cartageny, czyli z karaibskiego raju wprost do serca doliny Aburrá. Lot krótki, transfer z lotniska szybki, a powitanie w hotelu 574?…