5 godzin autem do Miami z północnej Florydy przekonało Mefroma, że nie jest warto zbyt szybko wyciągać wnioski z kilku dni niepogody. Już na wysokości Orlando promienie słoneczne zaczęly się przedostawać przez coraz rzadsze chmury, aby na klikadziesiąt mil przed Miami całkowicie zapanować nad południem Florydy. Zaczęło być tak gorąco, że tylko śmiałkowie, albo ci, którzy musieli wybrać się w podróż, wyjechali swoimi pięciolitrówkami na autostrady.
Kilka dni w Miami odgruzowało Mefromowi kilka zakurzonych szuflad w głowie. Po pierwsze,żeby być dumnym Amerykaninem nie trzeba mówić po angielsku. W Miami na ulicach, w restauracjach i hotelach króluje hiszpański, a angielski używany jest chyba z grzeczności oraz aby obsłużyć turystów. Hiszpański w niczym jednak nie przeszkadza, aby być aktywnym wyborcą i wywieszać flagę USA , gdzie tylko to możliwe. Po drugie, jest Miami i Miami Beach. Szczęśliwie Mefrom wybrał Beach, co pozwoliło mu spędzić większość czasu w centrum architektury art deco oraz na plaży. Po trzecie, tanio nie jest. W związku z tym, że obiecał sobie, że nie będzie się żywić w fast foodach, śniadania i obiadokolacje w restauracjach miały zawsze dwie fazy. Piewrwsza, wspaniała i obiecująca – na głodniaka, gdy wybierał dania i druga, z pełnym żołądkiem, gdy musiał płacić za rachunek. Ale Mefrom tak ma i już zdążył do tego przyzwyczaić i swoje towarzystwo i Mefromkę, która na razie przeżywa obie fazy w kompletnym uniesieniu, gdyż ogranicza się do doradzania, ile wysłupłać napiwku z ukrytych kieszeni przepastnych spodni Mefroma. Wysokość napiwku związana jest ze stylem podania rachunku – w czym, w jakim stylu no i przede wszystkim, czy z rachunkiem przychodzą czekoladki lub cukierki..
Dni w Miami miały jedną wadę – było ich niewiele. Plaża, Mefromki pływanie z delfinami,podziwianie dzielnicy art deco, na to wszystko nie wystarczało czasu ani w dzień ani w nocy. Wypad na Floryda Keys nie pomógł w usatysfakcjonowaniu ciekawości Mefromów, a raczej wyostrzył apetyt na więcej. Być może w przyszłości Mefrom znajdzie więcej czasu (i pieniędzy), aby zobaczyć więcej z Florydy niż tylko komercja.
Ostatni dzień Mefromy spędziły odpuszczając kilka punktów programu. Upał niemiłosierny, a tu jeszcze karteczka w drzwiach hotelowych, że mogą przedłuzyć pobyt do godz 12 w południe za ćwierć „najniższej ceny pokoju” a do 14 godz za połowę „najniżej ceny pokoju” dostępnje dzisiaj w tym hotelu. Mefrom nie chciał już sprawdzać, co to znaczy, „najniższa cena”, bo w tym hotelu podstawienie auta pod drzwi kosztowało 5$ a doba parkingu 40$. Zdziwienie Mefroma, co do ceny parkingu zostało błyskawicznie zniwelowane opcją parkowania na ulicy za 15$/godzina. I nawet się ucieszył, jak dużo zaoszczędził… I jeszcze coś – przez kilka minut w pomieszczeniu obok pokoju hotelowego, zaczął wydobywać się nieznośny dzwięk robót budowlanych. Okazało się, że był to niechcąco włączony generator. Lecz już to wystarczyło, aby zaproponowano nam dobę za darmo przy naszym najbliższym pobycie. Jak nic, trzeba będzie tu wrócić!
I jeszcze jedno – bagaż Mefromki wydał się na tyle podejrzany, że uznano go za wart przeszukania. Misterny plan układania wszystkich rzeczy, aby jak najmniej je wyprasować, upadł. Ale jeśli bezpieczeństwo tego wymagało, to czemu nie. W walizce Mefromka znalazła karteczkę,która informowała, że takie przeszukanie to ze względu na bezpieczeństwo naszych „fellow passengers” i jeśli zamki zostały uszkodzone, to jest to powód do wyrażenia szczerego ubolewania, ale z całą pewnością nie do roszczeń odszkodowawczych.
Kategorie: Florida, Miami Beach, Travel, USA



















































































