Mefromka, ale i Mefrom mają pewną wstydliwą przypadłość, o której warto w końcu powiedzieć. Oboje uwielbiają odwiedzać sklepy Disneya i przebierać się w stroje ukochanych bohaterów. Wasz Mefrom od dziesięcioleci w emocjonalnym związku z Gwiezdymi Wojnami, dzisiaj zagrał w sklepie jedną z kolejnych ról – tym razem był po ciemnej stronie mocy…
Po kilku godzinach gonitwy w sklepie, oboje opadli z sił, a i pracownicy sklepu, zaczęli tracić cierpliwość i powoli przeszli z pozycji rozbawieni i serdeczni do wstrzemiężliwej życzliwości i rosnącego dystansu. Przyszedł zatem czas na kolejne ciekawe miejsca, a Mefrom z wielką radością maszerował przez miasto, gdyż znał pewną prawdę, jakże rozczarowującą Mefromkę – otóż większość butików, którymi Mefromka byłaby zainteresowana, w niedzielę otwierana jest po 11 rano, a przecież musieli przecież po 11 ruszać na lotnisko. Jakże nieprzyjemna sytuacja – mamrotał Mefrom pod nosem z trudem ukrywając satysfakcję z oszczędności, które niedzielne przedpołudnie zgotowało naszym bohaterom. Dobrze, że można było chociaż popatrzeć – Mefromowi to zupełnie wystarczało.
Zwróciliście uwagę na świątynię conversów na zdjęciu powyżej. Mefromka namówiła Mefroma na trampki, bo tak się ten rodzaj obuwia kiedyś nazywał i od rana Mefrom maszerował w paradnych trampkach. Jakże podobnych do tych ze służby wojskowej, no, może dystynkcje były mniej widoczne …
Zostało parę chwil na ostatni spacer w Central Parku, dla Mefroma zawsze powracającym dowodem na to, że mając wizję, pieniądze i czas, można wspaniale zagospodarować przestrzeń publiczną. Ale czy dzisiaj jest to możliwe, ścigając się nawet z własnym cieniem? Który z prezydentów miast zgodziłby się na coś, czego nie mógłby pokazać jako swoje osoągnięcie w najblizszej kampanii wyborczej?
Ostatnie widoki Manhattanu i w drogę – na południe! Ale najpierw znów przeprawa przez tunel Lincolna.
A potem już tylko oczekiwanie na samolot.





















































