Mefrom nawet się nie zająknął, gdy skaner na niemieckim lotnisku z piskiem odrzucił jego kartę pokładową. Tysiące myśli w jednej chwili, czy overbooking , a może coś nie w porządku z kartą, przecież wydrukowana na polskim lotnisku, być może system nie jest kompatibilny. A tu niespodzianka – urocza pani od skanera, jeszcze przed chwilą podejrzewana o najgorsze, jak dobra wróżka, wręczyła mu dwie nowe, błyszczące od świeżego druku karty boardingowe. Upgrade do biznesu ze względu na overbooking w economy. Mefrom z wdzięcznością spojrzał na gromadę tłoczących się turystów. To dzięki nim, dzięki ich dzikiej zawziętości, aby w czwartek wybrać się na długi weekend w NYC, Mefrom i Mefromkowa mogli podróżować będąc w zgodzie z aspiracjami, z pominięciem jakichkolwiek ograniczeń finansowych, jakże bolesnych jeszcze kilka minut temu. No to polecieli!
Po względnie krótkim locie ( dlaczego taki upgrade, nie przydarza się Mefromowi w locie do Singapuru? ) wylądowali w Newark. Transfer z hotelu już czekał i spełnił przy okazji misję edukacyjną. Kierowca i bagażowy w jednej osobie, z aparatem słuchowym i dosyć wyraźnymi dysfunkcjami ruchowymi, które nie pozwoliły Mefromowi odebrać sobie walizki w trosce o życie, a na pewno o zdrowie kierowcy, mógł lekko sobie liczyć około 80 lat. Spójrz- zwrócił się do Mefromki, nie mogacej uwierzyć, że ktoś starszy od jej dziadka tak intensywnie pracuje- taka będzie moja przyszłość. OFE już nie ma, ZUSu nie będzie i trzeba brać przykład, jak utrzymać się na rynku pracy- westchnął Mefrom, lecz szybko zbliżający się skyline NYC, wyciszył ten bolesny edukacyjno-filozoficzny wątek.
Nie rozpędzili się za bardzo i utknęli w wielkim zatorze w tunelu.
Lot w biznesie, trochę namieszał w kolejności zwiedzania, gdyż Mefromy pierwotnie chciały szybko iść spać, ale wyspali się już w samolocie. A że Central Park, był na wyciągniecie ręki, nie mieli żadnych wątpliwości, aby pierwszy spacerek miał miejsce w tym oto dziwie cywilizacji. Jeśli chcecie zobaczyć, jak można budować miasta, to NYC zawsze będzie dobrym adresem.
Kolejne dwa dni, Mefromy spędziły na shoppingu, koncertach i zwiedzaniu miasta. W szczególności rzuciły się w oczy zainteresowania Mefromki, która zawzięła się i widziała NYC zarówno z Rockefeller Center, jak i z Empire State Building – a konkretnie ze 102 piętra, czyli sześć pięter wyżej, gdzie zdecydowana większość zwiedzających się zatrzymuje. A cała tajemnica w …upgradzie biletowym. Niestety tym razem Mefrom sam musiał uiścić….
Ostani dzień przeznaczyli na spotkanie z przeszłością – Ground Zero i One World Center.
W miejscach po fundamentach bliźniaczych wież, pięknie, z wysokich ścian spływa woda, symbol trwania i przemijania. Cisza i skupienie, które można dostrzec wokoło pokazuje, że Amerykanów nadal bardzo boli 11 września.
Mefrom był w NYC w 2000 r i na jednej z wież, na platformie widokowej, patrząc na helikoptery latające …poniżej i pamięta słowa jednego z towarzyszy ówczesnej podróży. ” Nie chciałbym się tu znaleźć w czasie jakiegoś pożaru” – powiedział. Myślał aż o pożarze i tylko o pożarze, gdyż nie sposób było przewidzieć rodzaj ataku, które zakończyło się piekłem dla tysięcy niewinnych ludzi.



































































A ja jużmyślałam, że tylko ja miewam przygody w czasie podróży:) Pocieszający post:) I przepiękne zdjęcia:) Gratuluję talentów:)