Bieszczady

Koniec wakacji.

Słowackie Tatry Wysokie były tylko przystankiem w Drang nach Osten. Mefromowie zdecydowali, że ostanie dni wakacji spędzą w Bieszczadach. Nie zdawali sobie tylko sprawy, że każdy kilometr zbliżający ich do celu, będzie wywoływał spore emocje Mefroma. Co chwilę wydawał z siebie, coraz bardziej niekontrolowane okrzyki, a spontaniczne machnięcia rękami miały pokazywać Połoniny, którymi wędrował we wcześniejszej młodości. Mefrom dzieli swoje życie na różne etapy młodości i zdecydowanie uważa, że obecnie znajduje się na kolejnym wczesnym etapie swojej młodości, stąd wszystko co bylo wcześniej, jest tylko wcześniejsze i nic więcej. Młodość cały czas buzuje. Nawet mapa turystyczna, świeżo aktualizowana i laminowana, stała się przedmiotem jego rozważań. No bo gdyby wtedy, wiemy kiedy, mapy były laminowane, to deszcz tak łatwo by jej nie zniszczył i wiedziałby, jak wrócić do Cisnej, a nie dziarsko maszerować w kierunku granicy z Czechosłowacją. Z wielką determinacją opowiadał także, jak to wtedy, wiemy kiedy, z Przemyśla w Bieszczady można było dojechać pociągiem, który w sowieckiej eskorcie przejeżdżał przez tereny ówczesnego ZSRR. Wyrównanie granic uprościło podróżowanie, ale wspomnienia o żołnierzach blokujących wagony i przez całą drogę wiszących na hakach doczepionych do wagonu i pilnujących, aby nikt nie wyskoczył, ale chyba raczej nie wskoczył, stały się tak barwną i długą opowieścią, że nawet nie zauważył, jak dojechali do Arłamowa – miejsca, kiedyś znanego w stanie wojennym jako internat dla Lecha Wałęsy. W rzeczywistości socjalistycznej ośrodek służył komunistycznym oligarchom, którzy korzystając z odludnego położenia, wymazania nazwy Arłamów z danych geodezyjnych i map, cieszyli się nieskrępowaną swobodą. Obok tego budynku, zwanego dzisiaj rezydencją, powstał nowoczesny kompleks hotelowo-sportowy o wielkich rozmiarach. Nie było to oczywiście nic, czego Mefrom oczekiwał. Spodziewał się butikowego hotelu albo skromnego pensjonatu, z życzliwą obsługą i ograniczoną liczbą gości. Rzeczywistość była dosyć ponura – setki gości, zbiorowe żywienie i ciągłe oczekiwanie na obsługę. Okoliczność związana z przednim pomysłem, aby napiwki automatycznie dodawać do rachunku, czy chcesz czy nie chcesz, wprowadziło zadowoloną z siebie załogę hotelu w taki stan letargu, że być może management hotelu zrozumie, że nie tędy droga do lojalności klientów. Na szczęście udało się tych kilka dni przetrwać korzystając z uroków gór, ale i kompleksu sportowo-rekreacyjnego, który co tu dużo gadać, jest prawdopodobnie na najwyższym poziomie z tych znanych Mefromowi. A zna ich wiele. Ale takich, które mają takie ściany wspinaczkowe i strzelnice, to już nie….

IMG_4964.JPG

IMG_4901.JPG

IMG_4971.JPG

IMG_4969.JPG

Po latach udało się znowu dotrzeć nad Solinę. Niestety, pełen cepeliowski folklor, który możecie zobaczyć i na Krupówkach i w Międzyzdrojach.

IMG_4778.JPG

IMG_4790.JPG

IMG_4915.JPG

Reszta rzeczywiście pozostała taka sama. Albo prawie taka sama, gdyż granica pokoju i dobrobytu pomiędzy PRL i ZSRR stała się granicą Unii Europejskiej. Granicą rzeczywistego pokoju i dobrobytu, lecz Mefrom ma ciągle nadzieję,tę granicę, kiedyś będzie można przenieść za Dniestr.

IMG_4938.JPG

IMG_4822.JPG

IMG_4923.JPG

IMG_4936.JPG

Pozostała tylko droga powrotna przez uroczy Sandomierz i to już koniec tych
wakacji, a przynajmniej ich pierwszej części, bo wkrótce, za kilka, dni
kolejny wyjazd… Ale na razie jeszcze kilka wspomnień….

IMG_4921-0.JPG

IMG_4999-1.JPG

IMG_4987-0.JPG

Kategorie: Bieszczady, Travel

Dodaj komentarz