India Travel

Orange County Kabini

Nawet w tak wypełnionym zawodowym kalendarzu wpada się w czarną dziurę zwaną weekendem. Pierwotne plany związane były z wieczorem na Burakowskiej w Warszawie z przyjaciółmi z APP, których serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję,że mają się świetnie. Z całą pewnością wybór win jest większy niż tutaj, gdzie wzrok błądzi pomiędzy winem białym i czerwonym, lecz z taką samą nalepką…

Zdecydowaliśmy udać się na weekend do Parku Narodowego oddalonego od Bangalore o jedyne 150 km, czyli 6 godzin jazdy – 2 godziny, aby wydostać się z miasta, a 4 godziny, aby przejechać ów dystans. Myślę, że poniższe zdjęcia wiele wyjaśnią, co do tempa naszej podróży…

20120923-164705.jpg

20120923-164807.jpg

20120923-164945.jpg

W końcu jednak dojechaliśmy. Naszym schronieniem okazał się ośrodek pod strzechą, w tak popularnym dzisiaj na całym świecie stylu kolonialnym. Jedyna różnica, którą dostrzegam, to że w oryginalnym stylu kolonialnym, tak jak tu, co kilka godzin jest tzw snake alert, tzn przychodzi pan z kijem i delikatnie odgarnia zarośla, gdyż może wślizgnął się jakiś gość, a raczej wpełzać…

Będąc nie po raz pierwszy w Indiach zawsze z pewnym zakłopotaniem mierzę rzeczywistość z europejskimi a na pewno polskimi schematami myślenia. Ta klisza zmusza do rozglądania się za widokiem „fakira z kobrą”, polowaniami na tygrysa strzelając z tronu zamocowanego na słoniu i generalnie dżunglą i całym tym zwierzyńcem. Nic z tego – wszystko nadal oczywiście istnieje, ale możecie sobie te serwisy zamówić przez internet i fakir przebiera się z dżinsów w tradycyjne szaty w samochodzie bezpośrednio przed występem. A takie refeleksje przyszły mi do głowy patrząc na resort nad jeziorem, w którym byłem jednym z bardzo niewielu nie-hindusów. Ośrodek wypełniony do ostatniego miejsca, dzieci reagujące na widok słonia cz y zaprzęgu bawołów w taki sam sposób, jak wszystkie dzieci na świecie – z zachwytem i lekkim strachem. A przecież mnie w szkole jeszcze uczyli, że słoń to w Indiach rzecz powszednia. Tak bardzo miliony Hindusów straciły kontakt z przyrodą i naturalnym środowiskiem. Przedyskutowałem moją roboczą hipotezę z właścicielem ośrodka, który zgodził się z takim postrzeganiem rzeczywistości. Więcej nawet! – dodał, że pierwsze czytanki w szkołach hinduskim nadal opierają się na opisie dżungli, a rosną przecież pokolenia, które nie spędzą w niej chwili. Podobnie jak nasze dzieci, w wiekszosci czują się w lasach jak w obcym żywiole. Ciekawy temat, zmusza do refleksji.

Ale nie tylko refleksją człowiek żyje. Postanowiłem z kolegą z Czech poszaleć i wskoczyć na najbliższego słonia i ujeździć go jak mustanga na Dzikim Zachodzie. Niestety słonica nie dała się zbić z tropu i dosyć statecznie maszerowała. A oprócz tego była biletowana – 15 min 5 USD. Byliśmy zresztą pod wielkim obstrzałem kamer i aparatów lokalnych turystów, gdyż widok musiał być rzeczywiście rzadki – dwóch udających młodzieńców ojców rodziny, w tym jeden w garniturze i krawacie, gdyż Air France zgubiła bagaż nadany w Pradze, siedzących na słoniu i wydających komendy po polsku i czesku… Pewnie filmik już gdzieś krąży na YouTube.

20120923-172804.jpg
To nie my….

Mam za to unikalne zdjęcie słonia robionego z perspektywy jeźdźca!

20120923-172945.jpg

Gdy już ujeździliśmy słonicę, wszystkie hamulce puściły i ruszyliśmy zaprzęgiem złożonym z nas, wołów i czegoś w rodzaju wozu. I długo byśmy jechali, gdyby nie kolacja…

20120923-173154.jpg

Dla ochotników przygotowana została wieczorna kąpiel na słoniu i z przydomowym, czy raczej przysłoniowym prysznicem. Nie muszę Wam tłumaczyć, że słysząc tę propozycję staliśmy się znów statecznymi ojcami rodzin i grzecznie czekaliśmy na innych ochotników, którzy jak się szybko przekonaliśmy, nie dali na siebie długo czekać. Wiadomo, miejscowi, pozbawieni kontaktu z dżunglą, spragnieni touchu z naturą…

20120923-173445.jpg

Po takim pracowitym dniu, mogliśmy już tylko przyglądać się zachodowi słońca – ceremonia jego zachodzenia na tej szerokosci geograficznej potrafi trwać zaledwie kilkadziesiąt sekund….

20120923-173627.jpg

I to by było na tyle. Może jeszcze tylko jedna informacja – droga powrotna to nadal 150 km, lecz tym razem trwała ponad 7 godzin – wiadomo niedziela, wszyscy tłumnie wylegli na place, ulice i drogi. Rozmowom i powitaniom nie było końca. Ostatecznie w końcu zrozumiałem, o co chodzi – dla lepszego samopoczucia przyozdobiłem przecież nasze auto proporcem, który ostał się po mistrzostwach w piłkę kopaną. Setki osób musiało naszą flagę dotknąć i obejrzeć z bliska…

20120923-181203.jpg

Parę przypomnień, gdzie byliśmy…

20120923-181331.jpg

20120923-181418.jpg

20120923-181457.jpg

20120923-181541.jpg

Dokładna mapa wygląda mniej więcej tak:

20120923-181707.jpg

Po wielogodzinnej drodze powrotnej, po ponad 7 godzinach festiwalu szaleństwa, braku przepisów i zwyczajów drogowych, po czekaniu na zejście z drogi kóz, krów, małp i wołów, w Bangalore powitał nas taki sympatyczny znak – przypominajka:

20120923-181951.jpg

Kategorie: India Travel

Tagi: , ,

Dodaj komentarz