Na herbatce w uzbeckiej knajpce
Cud architektury sowieckiej
Przy bliższym poznaniu, cud okazał się punktem widokowym…
Impreza
A w środku cudu z ZSRR impreza na całego. Miejscowi panowie tak na nas spojrzeli, że nagle nam się przypomniało, że musimy już jechać.
Z powrotem na południe.
Naszą uwagę przykuł pewien element krajobrazu, który nie mógł wyjść spod ręki normalnego człowieka…
Widok z okna
Nasze 5033 m mogliśmy wczesnym rankiem podziwiać z okna.
Gruzja – raj ornitologów.
Wprawne oko dostrzeże sępa .
Przydrożna galeria
Nie można było nie odwiedzić tej przydrożnej galerii – gruzińska piękność zalotnie kołysała się na wietrze. Mamy nadzieję, że nigdy nie spotkamy tej modelki. Adalbert przypuszcza, że to manifestacja artystycznej traumy zalkoholizowanego artysty. Na trzeźwo nikt by tak nie wydziergał…
Z wizytą u Wasyla
Polofobia Wasyla była wszędzie widoczna. Ośmioosobowa sala będzie na nas czekać do kolejnej wizyty. Wasyl nam nie odpuści.
Zakupy w lokalnym dyskoncie
Zakupy były ważne, ale najważniejsze, aby kupić tylko w sklepie żony Wasyla
Nabożeństwo na 2300 m.
Wasilew Schuhmacher – król bezdroży i ambasador Polski
Wasyl, z wyglądu sześdziesięciolatek, z temperamentu dziewiętnastolatek dopadł nas na parkingu. Najpierw chciał kupić naszego Mitsubishi od razu proponując, że zawiezie nas za free z powrotem do Tbilisi. Gdy zrozumiał, że ta opcja nie jest preferowana, uparł się, aby nas przekonać, że wejście piechotą do monastyru Tsminda Sameba […]
Kierunek – granica z Rosją.
Budząc się rano w Tbilisi nie wiedzielismy jeszcze, że wieczór spędzimy przy kilku litrach wina i czaczy, wchłoniętych przez nasze organizmy kilka kilometrów od rosyjskiej granicy. Poranek był piękny, nasz pan Marcin przyjechał punktualnie i ruszyliśmy przez ciche o tej porze stare miasto. Mitsubishi van lekko kołysało się […]














































