Gruzja

Tbilisi – podobno między Europą a Azją.

Jest trzecia nad ranem. Samolot po ponad trzygodzinnym locie mocno uderzył o płytę lotniska i dalej kulał się podskakując na wyboistym pasie. Dopiero gdy pilot poinformował wszystkivh, że wylądowaliśmy, pasażerowie zgotowali mu owację i gdyby nie pasy bezpieczeństwa, pewnie byłaby na stojąco.

Port lotniczy zbudowany ponad rok temu, jest nowoczesnym terminalem, z wykładzinami już w „rękawach” i bardzo sprawną obsługą paszportową. Myślę, że nie minęło 15 minut i ostatni pasażer już mógł swobodnie żeglować w kierunku odbioru bagażu. Nie było formularzy granicznych, wiz, formularzy celnych – po prostu paszport, pieczęć i witamy. Nie myślcie jednak, że Gruzin tak samo prosto może wjechać do Polski – skadże znowu! Ambasada, formularze, wiza. Ta asymetria jest w narastającym stopniu irytująca, a w szczególności , jeśli pomyślimy o Amerykanach, którzy nas tak samo kochają jak my Gruzinów. Przyjeżdżajcie, ale najpierw trochę biurokracji w ambasadach.

W terminalu czekała na nas już ekipa odbiorowa. Nam przypadł Robert, który w bardzo sprawnym niemieckim zabawiał nas rozmową, podczas gdy czekaliśmy na przyjazd auta z parkingu. Co jakiś czas wybuchał szczerym radosnym śmiechem – tu w całości wyczerpana może zostać definicja rubaszności – i podrzucał kolejną anegdotę. Adalbert, z którym jestem na tej wyprawie, mimo swojego niemieckiego imienia, niemiecki zna doskonale, ale raczej pasywnie, gdyż jak podkreśla urodził się już po wojnie i ńie miał okazji praktykować. Wspaniale jednak wtórował naszemu gruzińskiemu Robertowi w radosnym porykiwaniu i jakoś dotarliśmy do hotelu.

Później okazało się, że część trasy z lotniska przejachaliśmy ulicą Lecha Kaczyńskiego i było nam bardzo głupio, bo przecież wcześniej będąc przygotowanym, na pewno nucilibyśmy jakieś patriotyczne piosenki. A tak tylko głupie kawały i wybuchy chichotu, więdnącego jednak w porównaniu z basem Roberta.

Hotel butiqowy, bardzo miły z recepcjonistą, który nawet nie odnajdując nas na liście rezerwacji, szybko dał nam klucze od pokoju. Rezerwacjami będzimy martwić się pòżniej, teraz jest świt i trzeba spać. Taka pragmatyka bardzo nam się podoba.

Kategorie: Gruzja

Dodaj komentarz