Cały dzień spędziliśmy na alternatywnym zwiedzaniu miasta. Wielkie miasto można przemierzać na różne sposoby: jest metro, autobusy, ale przede wszystkim są taksówki. Niecała połowa ( ta mniejsza) za litr powoduje, że można się przemieszczać szybko, sprawnie i naturalnie taniej niż w Polsce. Auta polakierowane na zółto brązowo są królami jezdni i wszędzie dojadą. Standard i jakość na polskim poziomie, ale to sprawia, że czujemy się w nich swojsko i klimatycznie.
Miasto jest jak podminowane. Na poniedziałek zapowiedziano demonstracje patriotyczne – 30 lat temu wybuchła wojna o Maledivy/Falklandy, która całkowicie ośmieszyła rządzącą wtedy juntę wojskową. Brytyjczycy przysłali wielką flotę i potrzebowali kilku dni, aby wyspę odebrać. Dzisiaj jest to jednak element łączący, fragment tożsamości narodowej i narracji patriotycznej. Wojna całkowicie oderwana jest od kontekstu rządzącego wtey reżimu i przyporządkowana pamięci poległych żołnierzy i utraty wyspy. Doskonale pamiętam tę interwencję, gdyż w 1982 reżimowa polska TV chciała przysłonić obraz polskiego konfliktu pokazując jak Goliat rozjeżdża Davida. Nie wszystko musi się w życiu kończyć jak w Biblii.
Potem powrót na tutejszą High Street, czyli Florida. Takie pomieszanie tanizny z wytwornymi domami towarowymi, od lat zamkniętym i niszczejącym budynkiem Harrodsa i pięknym mallem Pacifica. Trudno znaleźć porównanie z naszymi mallami, kierowałbym się raczej w kierunku Starego Browaru czy Manufaktury. Załączam fotkę i myślę, że można sobie zbudować własny obraz.
Kategorie: Argentina Travel


















































