Pierwotnie mieliśmy wracać przez Bombaj. Zdecydowaliśmy się na lot z Dehli ze względu na korzystniejszy układ godziny wylotu. Samolot wylatuje o 9.40 rano i w domu jesteśmy o 16.00. Oczywiscie dzień staje się dłuższy o parę godzin ze względu na różnicę w czasie w Polsce ” do tyłu” , mamy natomiast szansę jutro normalnie wyspani iść do pracy i szkoły. W tych wszystkich latach spędzonych w podróży nauczyliśmy się także planować, z jakich lotów korzystać, aby kolejny dzień był przynajmniej znośny. Nie zawsze się uda, ale trzeba próbować.
Najbliższe tygodnie spędzimy czytając nasze zapiski, oglądając zdjęcia i filmy, wywołując z pamięci obrazy zapisane w Indiach. To nasz sprawdzony sposób, aby rozciągnąć stan dobrego samopoczucia na kolejne tygodnie. Nie ogłaszamy żałoby po ostanim dniu wakacji – wręcz przeciwnie. Teraz zaczynają się tworzyć i utrwalać obrazy, które bardzo długo będą nam towarzyszyć. No i jak zwykle powstanie pełnometrażowy film, udźwiękowiony muzycznie i lektorsko. Najczęściej Marianna jest lektorem ze względu na edukację w szkole muzycznej – swoją piękną dykcją często potrafi nas wpędzić w kompleksy.
Otrzymaliśmy sporo poczty elektronicznej. Nie tylko z Polski – czytano i komentowano nasze posty także w Niemczech, Australii czy Omanie. Za wszystkie miłe i sympatyczne gesty ( aż podejrzane, ale nadeszły tylko takie) serdecznie dziękujemy !
W chwili, gdy piszemy te słowa lecimy nad Afganistanem, przelecieliśmy już Pakistan, przed nami Rosja. Rosja to zapewne jedna z naszych kolejnych wypraw. Chcielibyśmy ruszyć z Moskwy transyberyjską i przez Bajkał, Mongolię dojechać do Władywostoku. Chyba w 1977 (Michał wybacz, jeśli pomyliłem się o jeden rok) dokonał tego mój przyjaciel i szef z harcerstwa. Z Władywostoku ruszył jeszcze statkiem do Japonii. Dzisiaj jest to jeszcze egzotyczna i wymagająca wyprawa, wtedy musiała przypominać wyprawę na Marsa.
Na razie jednak Indie. Mamy świadomość, że zmierzyliśmy się w ostatnich dniach z czubeczkiem góry, jaką jest poznawanie Indii. Przyjeżdżając tu nie mieliśmy ambicji stania się ekspertami w hinduskich sprawach. Spędziliśmy szalone i wspaniałe wakacje, objechaliśmy terytorium wielkości Polski. Teraz, gdy ktoś powie Indie, mamy prawo do WŁASNYCH skojarzeń bez pośrednictwa telewizji czy prasy. I właściwie w tym tkwi istota naszych poszukiwań. Mieć w głowie własne i niezależne obrazy. Mamy nadzieję, że staną się one dla naszych nastolatków podstawą tolerancyjmego i otwartego podejścia do narodów, ludzi o innym kolorze skóry czy wyznaniu lub przekonań. Zaden z wymienionych atrybutów nie jest wyznacznikiem budowania czy zrywania relacji. Na świecie widzimy kategorie łączące nas na całym globie- ludzie są życzliwi albo zamknięci w sobie, głupi i mądrzy, złodzieje i uczciwi. Jeśli nie możemy się dogadać, to nigdy ze względu, że ktoś był biały a ktoś czerwony, że ten jest katolikiem a tamten muzułmaninem. I myślimy, że tę imunologiczną odporność na populizm nasze nastolatki mają zaszczepione na trwałe.
Jeden z naszych czytelników zapytał, dlaczego nie opisywaliśmy nędzy i biedy, rozwarstwienia społecznego? A pewnie dlatego, że nie budowaliśmy relacji poprzez podawanie ręki umytym, a odwracanie się od brudnych. Przyznaję, że mówię to w moim imieniu, Ela dostrzegała to ubóstwo wpisane w ulice miast i wsi. Ja przyjąłem to jako normę, Ela jako dysfukcję. Ciągle o tym jeszcze dyskutujemy. Ok, tu jest inaczej niż w Europie. Ludzie się rodzą, zaczynają od małego walkę o przetrwanie. Tu jednak od stuleci część populacji nie zna innego życia i osobiście nie czuję żadnej potrzeby zbawiania milionów mieszkańców tego wielkiego kraju. Jakiekolwiek zbawianie na siłę kończy się Afganistanem. Jeśli można pomóc jednostce i jest to w ramach możliwych świadczeń – zawsze chętnie. Ale miliony? Jest demokracja, wybory i własny rząd.
Wracamy z wyprawy, która miała też aspekt logistyczny. Pracowaliśmy nad organizacją wiele miesięcy, dyskutując trasy, poddając się kompromisom czasowym. Powstał mix, który zaspokoił nasze oczekiwania. I wszystko się udało. Wyobraźcie sobie np, że w sierpniu umówiliśmy się z lokalnym przewodnikiem, żeby czekał na nas na postoju tuk-tuków w pewnym miejscu w Agrze. I co? I był! Małe rzeczy a cieszą…
Został niedosyt i …. przesyt. Niedosyt, bo na pewno tu wrócimy w przyszłości, kuszą Himalaje, kusi południe Indii, kusi ocean. Przesyt, bo od wielu dni nie byliśmy sami. Wszędzie hałas, muczenie, beczenie, klaksony, krzyki i nawoływania na ulicach i z minaretów ( np w w piątek spaliśmy we wspaniałym miejscu w Jodhpur i 50 m od minaretu uzbrojonego w wielkie nagłośnienie – bardzo ciekawe doświadczenie) Nie jest to jednak przesyt zamykający nam powrót. Wiemy już po prostu, gdzie będziemy wracać, jeśli nasze plany będą mogły być zrealizowane. Rozkładamy je zresztą na wiele lat.
Cieszymy się, że szczęśliwie wracamy, oprócz kilku przeziębień, nic złego nam się nie przydarzyło i za to trzeba Opatrzności dziękować, bo okazji było przynajmniej kilka, ale i ich nie opisywaliśmy, gdyż nie były związane z istotą Indii. To co mogło się nam przydarzyć, mogło stać się także w Warszawie czy Madrycie.
To nasz ostatni indyjski wpis. Dziękujemy tak wielu z Was, którzy nas obserwowali. Gdybyście pod wpływem naszych zapisków zaczęli myśleć o Indiach jako Waszej następnej wakacyjnej destynacji, będziemy szczęśliwi.
Jeśli jednak Indie nie staną się Waszym nowym celem, to wkrótce na tym blogu będziemy zachęcać Was do innego, równie atrakcyjnego kierunku. Ale o tym sza, najpierw muszę dostać urlop 🙂
Piotr, Ela, Kuba, Marianna
Kategorie: India Travel














































