” Dobrze, że wynajęliśmy takiego sporego vana, co? ” zapytałem z uśmiechem samozadowolenia “Przynajmniej się czujemy pewnie i pierwszy lepszy tuk-tuk nie pogoni nam kota” – staram się językowo nawiązywać do żargonu moich nastolatków. Mam jednak narastające wrażenie, że moje wysiłki nie robią na nich oczekiwanego wrażenia. Rozumieją mnie tylko dlatego,ze zmuszam je do oglądania “Stawiam na Tolka Banana” czy ” Pana Samochodzika”
” Swietnie się zachowałeś, ojciec, naprawdę trzeba cię pochwalić ” – odrzekł Kuba ” Następnym razem weź jednak spychacz” – dodał.
Ta rozmowa przypominała mi się za każdym razem, gdy w kierunku naszego busiku zmierzała rozpędzona ciężarówka, autobus z bagażami i pasażerami na dachu lub rozpędzeni motocykliści w turbanach.
Mansej – nasz kierowca nie różni się zasadniczo od indyjskich norm. Z gracją omija zwierzęta i dzieci i z miną Sfinksa wyjeżdża na spotkanie wszystkim innym wariatom. I co? I nic. W dziwny i nieprawdopodobny sposób wszyscy kierowcy metr przed “czołówką” wykonują ruch kierownicą i zjeżdżają sobie z drogi. Nie myślcie jednak, ze przy pkazji zwalniają. Ten manewr jeszcze bardziej ich uskrzydla i dodają gazu. Ta zasada dotyczy równych sobie – ciężarówka vs ciężarówka, autobus vs autobus etc. Co się dzieje jednak, gdy waga nie jest równa ? Otóż wygrywa ten, który ma mocniejsze nerwy, a nie ten, który jest większy. Nasz Mansej jest w obu tych dyscyplinach w krajowej czołówce. Z zasady – nikomu nie ustępuje drogi. Dzisiaj tylko miał chwilę refleksji i zatrzymał się przed szlabanem kolejowym. Po kilku sekundach przejechał ekspres z 35 wagonami ! Prawdopodobnie, gdyby zliczyć wszystkie sprawne wagony PKP Intercity, to właśnie je dzisiaj widzieliśmy.
Nasz kierowca ma jednak o wiele więcej do zrobienia niż nam się wydaje. Owszem, nie ma tachometru i nie musi kręcić pauzy, ale ma za to inne biurokratyczne obowiązki. Co jakiś czas zatrzymujemy się i Mansej staje w dość długiej kolejce kierowców, aby zapłacić podatki drogowe – road taxes. Stajemy też przed toll plaza i płacimy singel ticket. Pozwala nam to wjechać czasami na autostradę a czasami, a nawet często, kontynuujemy podróż po czymś przypominającym drogę tylko z nazwy.
Nie można tu mieć żadnych skojarzeń z polskimi drogami – to jest inna kategoria, którą można oczywiście opisać, tylko po co? Drogi są jak Indie – bardzo urozmaicone. Najpierw jedziesz 100 km drogą o jakości Berlin – Hamburg, a potem za te same pieniądze jedziesz autostradą o trzeciej kategorii odśnieżania.
W pierwszych dniach zapisałem kilka obrazów, które z czasem stały się przewijającym się motywem. Tak często się powatrzały. Weźmy np takie trójkąty ostrzegawcze. Tutaj oczywiście także są stosowane. Wyrywa się gałąź, umieszcza z boku lub z tyłu pojazdu i już. Jest także dodatkowy element przewyższający nasze plastikowe trójkąty – im gałąź bardziej uschnięta, tym lepiej wiesz, jak długo auto stoi już na poboczu. Albo inny obrazek – traktor jadący jak motocyklista Trasą Łazienkowską, przeładowana przyczepa ładunkiem marmuru i traktor jadący tylko na tylnich kołach, a przednie fikuśnie wiszą ponad metr nad ziemią. I obraz najważniejszy, najczęstszy, piękny i groźny zarazem – ciężarówki pomalowane we wszystkich kolorach tęczy, maski jak rajskie ptaki z wycieciami na oczy- to okna. A z tyłu nieodłączny napis ” horn please” No i wszyscy trąbią, skoro proszą. Niesamowity jazgot różnych klaksonów to nie tylko fragment akustycznego pejzażu miast, ale i dróg daleko poza miastem. Jakikolwiek manewr drogowy – wyprzedzanie, wymijanie, omijanie – zawsze odbywa się w akompaniamencie filharmoni klaksonów. A w tym całym hałasie i brudzie, jedzie sobie polewaczka i zrasza zakurzone drogi.
Odrębną kategorią są nietypowi (dla Europejczyka) uczestnicy ruchu drogowego: kozy, krowy, psy, wielbłądy w zaprzęgu, wielbłądy bez zaprzęgu, świnie, koty, słonie, w tym ten z pomalowaną trąbą na niebiesko i żółto, słonie z trąbami w kolorach naturalnych, zaprzęgi jednoosiowe ciągniete przez woły, walce drogowe ścigające się przez kilkanaście kilometrów po całej szerokości drogi, traktory z wyjącą muzyką z własnoręcznie zrobionych kolumn, pieczołowicie przywiązanych do błotników – to wszystko jest do zobaczenia wszędzie – w Delhi, na drogach powiatowych i autostradach. I nikomu, naprawdę nikomu to nie przeszkadza. Co więcej możemy dostrzec rodzaj współzawodnictwa na najbardziej pstrokatą ciężarówkę czy największą kolumnę ciągnika. Nasz Mansej mówi, że gdy pada deszcz, to też się nie denerwuje. Popada i przestanie. Nawet jeśli jest to monsun i trwa od lipca trzy miesiące. Ale Manseja nawet nie wyprowadził z równowagi autobus jadący na autostradzie po naszym pasie pod prąd – po prostu ustąpił mu ( jak zwykle w ostaniej chwili ) miejsca i pojechaliśmy dalej. ” Pewnie tak miał bliżej do zjazdu” – wytłumaczył mi cierpliwie, gdy doszedłem do siebie.
Nie myślcie jednak, że ten cyrk na drogach nie ma konsekwencji. Co jakiś czas w rowach odkrywamy porzucone wraki autobusów czy ciężarówek. Nas na razie nie opuszcza szczęście i refleks naszego drivera. Oby tak dalej.
Czy rozumiecie już, co Kuba miał na myśli, gdy mówił o spychaczu?
Kategorie: India Travel














































