Kontynuujemy nasze zwiedzanie północnego Radżastanu, największegom stanu w Indiiach. Dla wyobrażenia sobie przestrzeni, podpowiem, ze powierzchniowo stan odpowiada wielkości Niemiec po zjednoczeniu ( tym najnowszym). Trafiliśmy do Jaipur – trzy milionowej metropolii. Pisząc metropolia mam tu tylko na myśli zurbanizowaną jednostkę terytorialną, która nie ma nic wspólnego z europejskimi wyobrażeniami o metropolii. Myślę, że popełniam nawet jakieś nadużycie, używając tego opisu, nawet jeśli wiemy, że miasto zostało założone na planie składającym się z dziesięciu kwartałów, co dzisiaj bardzo ułatwia poruszanie się w gąszczu ludzi, pojazdów i zwierząt.
Stanęliśmy w bodaj najlepszym hotelu w mieście, umieszczonym w pałacu maharadży. Dokonując pewnego uproszczenia opowieści, opowiem, że majątek maharadży, jego dzisiejsi spadkobiercy po studiach w Oksfordzie, skomercjalizowali i mamy okazję mieszkać w dosyć niezwykłych warunkach. Nie ma tu pokojów hotelowych lecz wielkie apartamenty – komnaty z łazienkami większymi niż cały metraż naszego domku w Polsce. Aby nie wpadać w kompleksy, nie będę się skupiał nad przepychem architektury, która jeszcze dzisiaj, bez żadnych przeróbek, jest bardzo zauważalna i pieczołowicie restaurowana. Hotel jest dwa razy tańszy niż standardowy sieciowy odpowiednik w Londynie, stąd nie myślcie proszę, że będziemy miesiącami spłacać zaciągnięte tu zobowiązania. Życie w Indiach jest po prostu atrakcyjne cenowo.
Jaipur będzie mi się kojarzyć z wieloma pięknymi przeżyciami, ale i z traumą, która zdaje się stawać moją towarzyszką w jakichkolwiek budynkach w tym kraju. Mam poobijaną głowę i jeśli się nie zapomnę, to możecie mnie w pejzażu ulicy rozpoznać jako dwumetrową, przykurczoną, bojącą się jakiegokolwiek wejścia, drzwi czy portalu, postać. Nie dosyć, że progi są tu podwyższane a stropy obniżane ( wymusza serwilistyczną postawę już od przekroczenia progów pałacu), to w naszym hotelu maharadża – budowniczy, miał jakąś obsesję ńiskich progów, która kończy się dla mnie albo przeczołganiem się z komnaty do komnaty albo perspektywą kupienia kasku.
Szczęśliwie przeżyliśmy tu już dwa piękne dni. Wczorajsze popołudnie postanowiliśmy spędzić osobno. Dzieci ( młodzież) poszła śladem swoich zainteresowań poświęcając swój czas wszelkim ekranom, a rodzice ( starzy) ruszyli w miasto. Przed wyjściem obfotografowaliśmy hotel ze wszystkich stron, aby ewentualnemu tuk-tukowi łatwiej wytłumaczyć drogę powrotną. Nareszcie sami ….i trzy miliony dosyć głośno zachowujących się rodzimych mieszkańców. Znacie ten rodzaj intercomu, który łączy motocyklistów na wielkich amerykańskich Harleyach ? Widzieliśmy takich okablowanych w Kanadzie. Jest to także sposób na komunikację dwóch piechurów w tym mieście. Zalecany jest marsz gęsiego, co pozwala na mniejsze obrażenia jednej z osób w zależności , czy riksza wjedzie ci brzuch czy w plecy. Jednocześnie musisz mieć wolne ręce, aby odwzajemniać serdeczne uściski dzieci i często także dorosłych, cieszących się, że chciałeś wybrać ulicę, przy której mieszkają czy handlują. Nie spotkalismy się z jakimkolwiek dyskomfortem związanym z krzywym spojrzeniem z czyjejkolwoek strony. Piękny spacer. To moja obserwacja. Ela uznała spacer za interesujące przeżycie kulturowe wskazując, jak np. można pomysłowo zorganizować toaletę publiczną między dwoma stoiskami z pięknymi kwiatami. Myślę, że jakoś szczęśliwie udało mi się opisać, to co moja żona wyraziła nie tylko bardziej emocjonalnie, lecz i używając zdecydowanie krótszej składni.
Dzisiaj ruszyliśmy w miasto w sposób zorganizowany. Rano pojawił się przewodnik, doskonale wiedzący, co robiliśmy w poprzednich dniach. Wyraził żal, że nie widzieliśmy tygrysa (to skłania mnie do podejrzenia, że to stały element powitania w Jaipur turystów powracających z parku – po prostu nikt nigdy nie widział tygrysa). No i zaczęło się – dzień od zabytku do zabytku. Jeśli chodzi o ocenę atrakcyjności podania wiedzy, zawsze kieruję się, jak nasi nastolatkowie zachowują się na tzw “zwiedzaniu” . W Jaipur nie odstępowali naszego guida. Nie dziwię im się. Zwiedzanie miasta jest interesującym przeżyciem – możecie zobaczyć np planetarium pod gołym niebem, które umożliwiało i umożliwia nadal skomplikowane obliczenia, tożsame co do wyniku z działaniami dzisiejszym wielkich komputerow,a gdy Wam przyjdzie do głowy zobaczyć pokaz mody sprzed stuleci i dziesięcioleci – bardzo proszę – gabloty z unikalnymi strojami w zasięgu ręki. Nieco dłużej musieliśmy jechać do Amber Fort, pierwotnej rezydencji maharadżów. Rozmiar i potęga tej twierdzy wymyka się moim umiejętnościom pisarskim. I pewnie o to twórcom Amber chodziło – przyjedźcie i podziwiajcie nas w Jaipur! W drodze powrotnej zaglądneliśmy do Pałacu na Wodzie. Mam nadzieję, że trochę atmosfery możecie znaleźć w załączonych zdjęciach.
Na lunch zdecydowaliśmy się dojechać na słoniach. Młodzież galopowała już na słoniach w Hazeyview w RPA, więc pokusa porównania tempa, wydolności i stopnia wytrenowania była wielka. Kierowcy (elefant driver ? ) rozpoczęli od wykładu wyższości słoni azjatyckich a indyjskich w szczególności nad słoniami afrykańskimi. Tutejsze słonie potrafią bez trudu zrozumieć 150 mówionych poleceń (spoken orders). Prawdopodobnie w odróżnieniu od afrykańskich, które rozumieją pewnie tylko połowę poleceń, ale za to w przekazanych w formie pisemnej…
Jazda nie była zbyt żywiołowa. Po 15 minutach walczyliśmy ze snem, po 30 powoli się wybudzaliśmy, po 45 zapadaliśmy w depresję. Na szczęście po godzinie udało nam się trafić na lunch. I tu niespodzianka – w pięknym kolonialnym stylu (3 osoby staffu na jednego konsumenta) na stadionie polo, zjedliśmy pyszne potrawy indyjskiej kuchni. Przy okazji: nauczyliśmy się odróżniać nazewnictwo. Jeśli chcecie coś naprawdę ostrego i korzennego trzeba poprosić o “indian spicy” . W przeciwnym razie dostaniecie danie tylko nieco ostrzejsze od smaku, które nasza młodzież nazywa mdławym.
Kończy się dzień w Jaipur. Dla nas jeden z najbardziej intensywnych i interesujących. Pewnie musielibyśmy zostać kilka dni dłużej, aby smakować poszczególne stacje naszego pobytu. Czyż nie ma jednak lepszej motywacji do powrotu niż niezaspokojone pragnienia?
Kategorie: India Travel














































