India Travel

29.12.2011 Od fortu do fortu

” Ojciec, pół godziny temu widziałem ostatni drogowskaz po angielsku, a teraz nawet nie ma już żadnych drogowskazów” – zaczepnie-badawczo rzucił Kuba.
” Nadal jednak jedziemy na poludniowy zachód” odpowiedziałem sprawdzając kompas. Wiedziałem jednak, że w żaden sposób nie jestem już w stanie zatrzymać nadchodzącej lawiny ” Czy jesteś przekonany,że jedziemy we właściwym kierunku? ” nastąpiło pierwsze niewinne pytanie. Spojrzałem na naszego kierowcę, ten z właściwym sobie spokojem manewrował między pasącymi się na środku drogi krowami, pędzącymi ciężarówkami i przykutymi do niezwykłych wehikułów wielbłądami.

A nasz dzień rozpoczął się wiele godzin wcześniej. W Agrze. Zarządziliśmy pobudkę o 6 rano. Program był rozbudowany – zaczynaliśmy od długiego spaceru w forcie Agra, by dojechać 40 km do Fatehpur, byłej stolicy, która straciła swój tytuł ze względu na brak wody kilkaset lat temu. A potem już tylko 250 km i nocleg w starym forcie Ramathra. Jesteśmy pewni, że nigdy o nim nie słyszeliście. Jest to nasze odkrycie i chętnie się podzielimy wiedzą. Ale już nie dzisiaj.

Okazało się, że 250 km to jak cofnięcie się w czasie o 250 lat. Nasz van pokonywał kilometr za kilometrem a wraz z pokonywanymi klometrami, przybywało patyny historii. Przejeżdżaliśmy przez wioski oświetlane lampami oliwnymi i świecami. Główne źródło światła zapewniały jednak ( to już nasza stała obserwacja) światła aut i motocykli. A co najciekawsze – wioski tętnią życiem. Usługi, handel i wymiana informacji – tak jakby ta i inne wioski były centrum świata.

” Tata, nasz szef zapytał już poraz szósty, jak jechać! ” – kolejne pytanie z nadchodzącej lawiny. “Nie jak, ale czy dobrze jedziemy” – próbowałem ratować sytuację.” Mówił przecież że nie wyrobimy się przed upływem pięciu godzin, a minęły dopiero cztery” – starałem się nadać głosowi pewne zdecydowanie ” Spoko dzieciaki, pełna kontrola”

” A Ty wiesz, że jeszcze parę godzin i będziemy u naszych żołnierzy w Kabulu?” – spytała jak zawsze niezastąpiona w takich sytuacjach Ela.

Na szczęście zajechała nam drogę kolumna wielbłądów obładowana cegłami i tabpochłonęła naszą uwagę. Mijaliśmy dziesiątki mocno dymiących kominów w przydrożnych cegielniach. Wygląda to tak, jakby z szerokich pól wystrzeliwały rakiety. Minęło trochę czasu, zanim zrozumieliśmy, że to cegielnie. Teraz mogliśmy obserwować niezawodną i z pewnością korzystną cenowo spedycję.

Ropoczęła się piąta godzina naszej jazdy z Fatehpur. W pewnym momencie stop! Prawie pod koła, wjechał nam motocyklista. Nasz szef wybiegł z kabiny i zaczął się z niedoszłą ofiarą … serdecznie witać. Okazało się, że fort wysłał umyślnego, aby wskazać nam drogę przez ostatnie kilometry dżungli. Pomoc bardzo się przydała. Uniknąłem lawiny pytań i dociekań ze strony nastolatków, a jazda pod górę między przepaściami wymagała kogoś, kto dowiódł własnym przykładem, że droga jest do pokonania.

Jesteśmy zatem w stanie Rajasthan, na wysokości Giewontu. W Forcie jest ośmioro gości w tym nasza czwórka i panuje tu absolutna cisza. Cisza, która po kilku dniach w Indiach, staje się drogim luksusem. Jutro ciąg dalszy ciszy. Będziemy w Narodowym Parku Kaladevi.

Kategorie: India Travel

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz