Buenos Aires collage featuring tango, La Boca, Casa Rosada, obelisk, steak, mate, and landmarks

Powrót do Buenos Aires

Palermo, La Boca, Florida, tango show i Libertango. Potem 14 godzin do Frankfurtu i zapiski znad Atlantyku.

Dzień 8 – 29 marca 2012 (czwartek)

Kolacja

Kolacja – Argentyna 2012, Buenos Aires

Ruszamy do Buenos Aires

Ruszamy do Buenos Aires – Argentyna 2012, Buenos Aires

Dzień 9 – 30 marca 2012 (piątek)

No to dotarliśmy do Buenos

No to dotarliśmy do Buenos – Argentyna 2012, Buenos Aires

Tango jest tu wszędzie

Tango jest tu wszędzie – Argentyna 2012, Buenos Aires

On też jest wszędzie

On też jest wszędzie – Argentyna 2012, Buenos Aires

La Boca

La Boca – Argentyna 2012, Buenos Aires

W Europie już śpicie, a tu wszyscy na zakupach!

Talent na ulicy

Eva Peron

Eva Peron – Argentyna 2012, Buenos Aires

Dzień 10 – 31 marca 2012 (sobota)

Buenos Aires – tu zaszła zmiana

Po dwóch dniach w Buenos przyszedł mi do głowy tytuł opowiadania Zofii Nałkowskiej ” Tu zaszła zmiana”. Mam nadzieję, że nie ma jej już w kanonach lektur naszych szkół. Sądząc jednak z banialuk, które muszą czytać moje dzieci, może jeszcze gdzieś tam straszy. Z całą pewnością uczniowie w Buenos mogą oglądać zmiany, jakie ogarniają miasto bez pośrednictwa lektur. Wystarczy, że porównają fotografie sprzed kilku lat z obrazem miasta, który szybko się zmienia. Na jeszcze lepsze. Pierwszy raz w Buenos byłem w 2006r i zachowałem w pamięci obraz miasta, który jest skrzyżowaniem Rzymu, Paryża i Nowego Jorku. Te skojarzenia dotyczą głównych, centralnych dzielnic – San Nicolas, Recoleta, Monserrat czy San Telmo. Tym razem zamieszkaliśmy w małym boutiqowym hotelu w dzielnicy Palermo. Nie ma tu zabytków, ale jest normalne życie, które podglądamy.

Pamiętam, że wyruszając promem do Urugwaju, odprawiani bylismy w starym baraku, przy którym nawet Okęcie z lat 70 tych byłoby luksusem. Dzisiaj znajdziemy nowoczesny terminal pokryty piękną elewacją odbijającą w lustrach fale rzeki. Wzdłuż rzeki la Plata mogliście zobaczyć stare, zrujnowane spichrze, manufaktury, słowem podupadłą i opuszczoną infrastrukturę. Dzisiaj jedziemy nowoczesnymi, szerokomi ulicami, a między nimi apartamentowce, zespoły rozrywkowo-restauracyjne w starych, przebudowanych magazynach. Stara elewacja z czerwonej cegły i wszędzie WiFi z dzieciakami ( starszymi i młodszymi, jak np ja) siedzącymi w ogródkach z widokiem na rzekę, albo apartamentowiec, w którym mieszka Lionel Messi. Tu nikt nie mówi po prostu Messi. Szacunek nakazuje podać i imię.

Czarnym snem świadomego podróżnika może być jest lokalny przewodnik, który „zalicza”, kolejną grupę turystów. Między innymi dlatego staram się wszędzie, gdzie to możliwe, wynająć przewodnika na tzw „privat tour”. Niewiele droższa zabawa, a w zależności od jakości guida załatwiamy całą historię kraju i w szkole dzieciaki mają tylko nudnawą powtórkę. Tym razem wpadliśmy w ramiona kobiety, która miotała się między chusteczkami ( odmiana kataru, którą mogliśmy obserwować, wymagałaby w zasadzie użycia prześcieradeł) a dwoma telefonami. Koordynowała jeszcze inne grupy i przewodników bezustannie do niej dzwoniących. Sprawa jakości prezentacja szybko się wyjaśniła, gdy dowiedzieliśmy się już w pierwszym punkcie programu, że możemy sobie zrobić zdjęcie z kaczuszkami nad stawem. Są bardzo, bardzo cute.

Na szczęście miasto broni się samo. Potrafi opowiadać swoją historię samym swoim wyglądem. Zobaczycie wpływy europejskie i amerykańskie. Apartamentowce jak z Nowego Jorku i banki jak z Londynu. Jeszcze 6 lat temu piękne, wielkie budynki niektórych banków nie miały w sobie życia. Kraj jeszcze odczuwał skutki bankructwa. Dzisiaj żyje i pracuje każdy metr kwadratowy. Ceny apartamentów skoczyły z 2 tys USD mkw do przynajmniej 6 tys USD.

W każdym zakamarku widać walkę o zachowanie zieleni. Miasto, które nigdy nie doświadczyło ogromu zniszczeń wojennych, prezentuje sobą dwustuletnią spuściznę architektoniczno-budowlaną. Tylko centrum miasta to ponad 3,5 miliona mieszkańców, o 8 milionach mieszkańcach poza linią autostrady oddzielającą centrum od przedmieść. Ilość mieszkańców nie przeraża. To nie Bankog ani Bombaj, które tylko przez jakiś czas budowane były wg zasady, że najpierw plan, a potem budowa. Buenos jest miastem przyjaznym, z zielonymi skwerami, wielkimi i małymi parkami zadbanymi do ostatniego szczegółu. Nadal istnieje szkoła ogrodnicza prowadzona przez państwo, której absolwenci mają zapewnioną pracę w miejskich parkach w Argentynie. Parki są piękne i setki mieszkancow tam się wieczorami bawiących potwierdza, że warto inwestować w rozwiązania przyjazne ludziom, nawet jeśli drzewa nie wydają z siebie sygnału WiFi. Małe uliczki w centrum miasta i dzieci jeżdżące tam rowerami i na wrotkach bez strachu, że za chwilę wjedzie debil – kierowca z 100 km/h na liczniku.

Nie lubię porównań, często są populistyczne i nieuprawnione. Tym razem muszę. Patrząc na rozwój Buenos w ostatnich niewielu przecież latach oraz rozwój Warszawy od 1989 to są to dwa światy. I nie mówię tu o wyścigu na galerie handlowe i wielkie nowe blokowiska daleko od centrum. Szukam porównań w przestrzeni publicznej, dostępnej dla wszystkich niezależnie od pieniędzy i wykształcenia. Warszawa w takim porównaniu w ogóle nie ma prawa występować. Bliższy rozwojowi Buenos jest Wrocław, oczywiście z szacunkiem i dla skali i dla możliwości. Wziąwszy pod uwagę te różnice w proporcjach, to właśnie stolica Dolnego Sląska jest dla mnie naszym polskim Buenos.

Buenos Aires – tu zaszła zmiana. – Argentyna 2012, Buenos Aires
Buenos Aires – tu zaszła zmiana. – Argentyna 2012, Buenos Aires

Nowe Buenos

Nowe Buenos – Argentyna 2012, Buenos Aires
Nowe Buenos – Argentyna 2012, Buenos Aires
Nowe Buenos – Argentyna 2012, Buenos Aires

Spacer w centrum

Cały dzień spędziliśmy na alternatywnym zwiedzaniu miasta. Wielkie miasto można przemierzać na różne sposoby: jest metro, autobusy, ale przede wszystkim są taksówki. Niecała połowa ( ta mniejsza) za litr powoduje, że można się przemieszczać szybko, sprawnie i naturalnie taniej niż w Polsce. Auta polakierowane na zółto brązowo są królami jezdni i wszędzie dojadą. Standard i jakość na polskim poziomie, ale to sprawia, że czujemy się w nich swojsko i klimatycznie.

Miasto jest jak podminowane. Na poniedziałek zapowiedziano demonstracje patriotyczne – 30 lat temu wybuchła wojna o Maledivy/Falklandy, która całkowicie ośmieszyła rządzącą wtedy juntę wojskową. Brytyjczycy przysłali wielką flotę i potrzebowali kilku dni, aby wyspę odebrać. Dzisiaj jest to jednak element łączący, fragment tożsamości narodowej i narracji patriotycznej. Wojna całkowicie oderwana jest od kontekstu rządzącego wtey reżimu i przyporządkowana pamięci poległych żołnierzy i utraty wyspy. Doskonale pamiętam tę interwencję, gdyż w 1982 reżimowa polska TV chciała przysłonić obraz polskiego konfliktu pokazując jak Goliat rozjeżdża Davida. Nie wszystko musi się w życiu kończyć jak w Biblii.

Spacer w centrum – Argentyna 2012, Buenos Aires
Spacer w centrum – Argentyna 2012, Buenos Aires

Potem powrót na tutejszą High Street, czyli Florida. Takie pomieszanie tanizny z wytwornymi domami towarowymi, od lat zamkniętym i niszczejącym budynkiem Harrodsa i pięknym mallem Pacifica. Trudno znaleźć porównanie z naszymi mallami, kierowałbym się raczej w kierunku Starego Browaru czy Manufaktury. Załączam fotkę i myślę, że można sobie zbudować własny obraz.

Spacer w centrum – Argentyna 2012, Buenos Aires
Spacer w centrum – Argentyna 2012, Buenos Aires

Buenos pod znakiem wyścigów

Tango show

Tango w Argentynie pod koniec XIX w było językiem, który pozwolił na integrację przedstawicieli wielu narodów imigrujących tutaj. W Argentynie znaleźli szanse na nowe życie. Historia tanga, to historia najnowsza, która ma także swoich polskich przedstawicieli. Twórcy, odtwórcy, artyści, którzy poświęcili się tangu, są tu cenieni niezwykle wysoko. Wszyscy, z którymi rozmawiałem kojarzą Jerzego Petersburskiego – kompozytora Milonga.

Tango show – Argentyna 2012, Buenos Aires

Jeszcze w Warszawie zamówiliśmy bilety do do teatru Carlosa Gardela, idola publiczności Buenos sprzed II wojny swiatowej. Dzisiaj tango show to dobrze funkcjonujący przemysł, budujący obraz Buenos jako stolicy tanga,i roztańczonych mieszkańców. Trudno pisać o tangu – nie będę się starać opisać tego, co dlatego jest muzyką, gdyż słów zabrakło na na samym początku. To namiętność i skupienie, szacunek i pycha. Wszystko odnaleźliśmy w dzisiejszym show.

Tango show – Argentyna 2012, Buenos Aires

Wróciliśmy właśnie do hotelu roztańczonym busem. Mam nadzieję, że ostatnią noc w Buenos prześnimy w świecie Astora Piazzolli. Kto zna jego Libertango, ten nie zazna spokoju. Czy „Frantic” Polańskiego byłby takim samym filmem bez jego muzyki?

Tango show – Argentyna 2012, Buenos Aires

Dzień 11 – 1 kwietnia 2012 (niedziela)

Libertango

Z Buenos do Frankfurtu – 14 godzin !

Jest jeszcze jedna taka biznes lounge na swiecie – w Hanoi, ale sam już nie wiem, gdzie wygodniej 🙂

Z Buenos do Frankfurtu – 14 godzin ! – Argentyna 2012, Buenos Aires

Na pokładzie LH 511

Po dwóch, godzinnych kolejkach do kontroli bezpieczeństwa i granicy, po godzinnym przymusowym pobycie w pożal się Boże lounge United Airlines, wreszcie chwila spokoju. Wracamy do domu !

Na pokładzie LH 511 – Argentyna 2012, Buenos Aires

Nadal w Buenos

Nadal jesteśmy w Buenos. Bardzo zaniżamy średnią wieku na pokładzie a pan obok tak się sobą zaczął krztusić, że stwardesa zaproponowała tlen. Niech mu zaproponuje miejsce w izolatce albo w lukach ! Na razie się tylko na nią obraził i szuka we mnie wzrokiem wsparcia. Udaję, że śpię 🙂 Na pokładzie jest chyba dziesięć wycieczek radosnych niemieckich emerytów. Jeden z nich ma nawet akordeon, na razie w walizeczce, ale to długi lot. Jeszcze będziemy go prosić 🙂

Dzień 12 – 2 kwietnia 2012 (poniedziałek)

Zapiski znad Atlantyku

Byliśmy bardzo daleko. Osiem lotów w 9 dni przerzuciło nas o około 36 tys km. Czy można było bliżej? – zapytałby ktoś rozstropnie. Naturalnie, jest wiele pięknych miejsc, które nie leżą tak daleko. Każdy z nas ma takie miejsca tuż za rogiem swojej ulicy i patrzy na nie codziennie, nie zawsze je widząc.

Argentyna jest także takim miejscem. Dla nas fascynującym i pięknym, dla Argentyńczyków zwykłym miejscem, w którym się uczy, pracuje, żyje. Przed Pałacem Prezydenckim od ponad dwóch lat codziennie demonstrują żołnierze z wojny falklandzkiej żądający emerytur. Widzieliśmy przynajmniej dwie inne demonstracje do złudzenia przypominające te, ciągnące się często przez centrum Warszawy. Obok ludzie, siedzący w kawiarniach, restauracjach i restauracyjkach, sączących kawę, herbatę i yerba mate. Życie podzielone jest pomiędzy pracę – najczęściej od 9 rano z prawie dwugodzinna przerwą na lunch. Kończą około 19-20 godz i od 21 rozpoczyna się czas odwiedzania restauracji. To dlatego zawsze obserwowaliśmy kuriozalny obraz. My zaczynaliśmy kolację o godz 19.00 w pustym lokalu i kończyliśmy przed godz 21.00, kiedy właśnie kelnerzy zaczynali uwijać się jak w ukropie.

Takie strzępy wspomnień tworzą wiedzę, która z jakiegoś pragmatycznego punktu widzenia jest kompletnie nieistotna. Jak można spożytkować wiedzę, w jaki sposób płaci taksówkarzowi w Buenos Aires czy Odessie. Pewnie nie można, chyba, że akurat płacimy za taką usługę w którymś z tych miast. Znaczenie mają obrazy, które odkładają się w pamięci warstwami i budują świadomość jednostki w wielkim świecie i o wielkim świecie. Naszym zadaniem – rodziców- jest rozbudowywanie świadomości naszych dzieci i pokazanie im, że świat to np. szkoła, świąteczna wizyta u babci, codzienne obowiązki, ale też, że podobny świat złożony z babć, szkół, przyjaciół, radości i smutków jest wszędzie. Różnice są w sposobie obchodzenia świąt, pogodzie, języku. Lecz to tylko forma, istota rzeczy jest taka sama wszędzie – ludzie są tacy sami. Nawet bardzo podobni do nas, gdyż łatwo rozbudzają się emocje, w szczególności, jeśli chodzi o dumę narodową lub konflikt z Imperium. W ich przypadku to Wlk. Brytania. Ta duma narodowa może ich jeszcze doprowadzić do wielu konfliktów, gdyż my tylko gadamy, a w Buenos słychać poważne polityczne głosy o nacjonalizacji zagranicznych koncernów.

W kolejce czeka następny wypad, ale zanim to nastąpi, trzeba wrócić do pracy, szkoły i obowiązków. Już od jutra.

Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli odwiedzić nasz blog. Bardzo się cieszymy, że tak wielu z Was sprawiamy trochę radości naszymi meldunkami ze świata.

Zapiski znad Atlantyku. – Argentyna 2012, Buenos Aires

Po powrocie – 6 kwietnia 2012

Zamiast podsumowania 🙂

← Poprzednia część: Argentyna 2012 (3/4): Ushuaia i Ziemia Ognista

Dodaj komentarz

O nasAbout us

Jesteśmy rodzinną redakcją. Nasi redaktorzy mieszkają i pracują w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA. Łączy nas uważne patrzenie na świat w czasach, gdy zmienia się on szybciej niż zdążamy go opisać. Obserwujemy. Wymieniamy się wiedzą. Piszemy bez agendy i bez reklam bo ten blog nigdy nie był o zarabianiu. Jest o rozumieniu.We are a family editorial team. Our editors live and work in Poland, the United Kingdom and the USA. What connects us is paying close attention to the world at a time when it changes faster than we can describe it. We observe. We share what we know. We write with no agenda and no ads, because this blog was never about making money. It is about understanding.

Oglądaj nasz kanał na YouTubeWatch our YouTube channel
Redakcja Mefromeurope / The Mefromeurope editorial team
Śledź nas na InstagramieFollow us on Instagram Śledź nas na XFollow us on X

SzukajSearch

Uchwycone w drodzeCaptured on the road

Odkryj więcej z Mefromeurope

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej